Politykę zagraniczną rządu Tuska cechują trzy grzechy główne. Pierwszy: bycie hamulcowym projektów międzynarodowych dla Polski korzystnych. Drugi: bycie wyłącznie obserwatorem polityki międzynarodowej. Trzeci wreszcie: bycie rzecznikiem innych państw i rządów. Przykładów takiego grzeszenia jest aż nadto.
Hamulcowym gabinet PO-PSL stał się wtedy, gdy ważyły się losy tarczy antyrakietowej w Polsce. Zwłoka okazała się katastrofalna w skutkach: nie mamy ani tarczy, ani nawet żadnej militarnej czy politycznej - realnej - rekompensaty. Ten grzech zaniechania był i jest niewytłumaczalny.
Tusk z Sikorskim są silnymi obserwatorami walki innych nacji o silnego, z ważną teką, komisarza w Komisji Europejskiej. Dorabia się do tego ideologię, że skoro Polska zdobyła już funkcję szefa Parlamentu Europejskiego, to nie mamy szans na dobre stanowisko w KE. To kompletna bzdura: pięć lat temu, na początku nowej kadencji europarlamentu i Komisji, kraj absolutnie porównywalny z nami demograficznie, a także liczbą głosów w Radzie UE i mandatów w Parlamencie Europejskim w Strasburgu - czyli Hiszpania - miał jednocześnie i szefa parlamentu Josepa Fontenelellesa Borrela, i kluczowego komisarza ds. euro - Joaquina Almunię, i nieoficjalnego „ministra spraw zagranicznych” Unii Javiera Solanę jako Wysokiego Przedstawiciela UE ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. A więc jak się chce, to można! „Ino tylko trzeba chcieć” - należałoby powtórzyć za Wyspiańskim w kontekście premiera Tuska. Ale on, zdaje się, woli Gtintera Grassa. Paradoksem jest, że to prezydent RP, wywodzący się przecież z innej opcji politycznej, walczy o silnego komisarza dla Polski - vide jego rozmowa z szefem Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso w ostatnią sobotę, a rząd „swojego” komisarza najzwyczajniej w świecie odpuszcza...
Wreszcie trzeci grzech ciężki tandemu Tusk-Sikorski to ustawienie się w roli rzecznika obcego rządu. Tak było ostatnio, gdy polski MSZ przyjął oświadczenie ws. postulatów Polaków w RFN domagających się unieważnienia hitlerowskich dekretów delegalizujących polską mniejszość narodową (koniec lat 30. XX wieku) oraz zamykających polskie organizacje. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych -jak mówił mi Marek Wójcicki, prezes Związku Polaków w Niemczech „Rodło” - wydało dokument będący wręcz kalką pisma rządu RFN w tej sprawie (odmowa unieważnienia tych dekretów, gdyż konsekwencją mogłoby być uznanie obecnie Polaków z Niemczech za mniejszość narodową, choć ustawodawstwo tego kraju przyznaje to miano Duńczykom i Fryzom w Szlezwiku-Holsztynie). Po prostu Polskie MSZ skopiowało oświadczenie „bliźniaczego” resortu naszego zachodniego sąsiada.
Koalicja PO-PSL w obszarze polityki zagranicznej grzeszy z zapałem. Nie wykazuje też chęci skruchy, pokuty i nie błaga o rozgrzeszenie. Pójdzie do piekła, ale wcześniej zaszkodzi Polsce i nie wykorzysta tych resztek szans, które mamy jako państwo. Apel „Tusku, idź i nie grzesz więcej” obije się o ścianę prezydenckich ambicji szefa PO... I tylko w tym wszystkim Polski szkoda i Polski żal.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
