Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Unia Europejska odwróciła się od zasad wolnego rynku i konkurencji

Unia Europejska odwróciła się od zasad wolnego rynku i konkurencji
Dyskusja na temat eurosceptycyzmu prowadzona w Parlamencie Europejskim rozbawiła wielu z nas, przedstawicieli centroprawicy. W czasach A. Tocqueville'a czy J. S. Milla termin „sceptycyzm” oznaczał krytyczne, konstruktywne rozumowanie. Obecnie jednak „eurosceptycyzm” jest polityczną pałką federalistów, którą okłada się w Brukseli każdego, kto nie dość entuzjastycznie przyjmuje najnowsze inicjatywy Komisji Europejskiej. To nowe znaczenie „eurosceptycyzmu” celowo zaciera różnicę między tymi, którzy nienawidzą wszystkiego, co ma związek z Unią Europejską, oraz tymi, którzy - tak jak my - mają po prostu inną opinię na temat kierunków rozwoju Unii i możliwości osiągnięcia przez nią sukcesu.

Mamy inny pogląd na Unię Europejską z jednego powodu: chcemy ją zreformować i w ten sposób zapewnić sukces jej działaniom. Dlatego nie możemy nazwać się eurosceptykami, szczególnie w sposób, w jaki rozumieją to słowo media, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Dla nich eurosceptyk to destruktywny secesjonista nawołujący do zrzeczenia się przez jego kraj członkostwa w Unii Europejskiej. My natomiast jesteśmy konstruktywnie sceptyczni wobec wielu rozwiązań proponowanych przez Unię oraz jej bieżącej polityki. Postanowiliśmy więc określić się innym, bardziej uściślonym i neutralnym imieniem. W Deklaracji praskiej, określającej cele działania Europejskiej Konserwatywnej Grupy Reformatorskiej (EuropeanConservatives and Reformists Group - ECR), nazwaliśmy się eurorealistami. Jak wygląda obecnie debata nad przyszłością Europy? Pod pretekstem walki z globalnym kryzysem socjaldemokraci, przy milczącej zgodzie chrześcijańskich demokratów, chcą osłabić największe, fundamentalne osiągnięcie Unii Europejskiej - wspólny rynek. Sprzeciwiamy się temu. Wierzymy, że nie do przyjęcia jest fakt, iż 50 lat po rozpoczęciu procesu integracji gospodarczej, który zapewnił cztery podstawowe swobody: przepływu dóbr, usług, ludzi i kapitału, nadal istnieje tyle barier wstrzymujących swobodny ruch pracowników i usług wewnątrz Unii Europejskiej. Ten ukryty protekcjonizm - posługujący się administracyjnymi instrumentami prawa pracy czy samorządu zawodowego - osłabia zdolność Europy do podjęcia konkurencji globalnej. Jest to protekcjonizm często wymierzony w nowsze państwa członkowskie, które właśnie w kosztach pracy i usług mają przewagi konkurencyjne na wspólnym rynku.

Protekcjonizm tego rodzaju ma też szerszy wymiar. Według badań szacunkowych 30 proc. kosztów działalności gospodarczej jest dziś w Europie konsekwencją prawa europejskiego. Prawo, które miało znieść bariery handlowe, teraz staje się powodem wzrastających kosztów ekonomicznych. My, przedstawiciele ECR (European Conservatives and Reformists - Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), sądzimy, że nadszedł czas powiedzieć otwarcie: Europa potrzebuje deregulacji w celu osiągnięcia skromniejszej, lecz skuteczniejszej regulacji.

Unia Europejska ustala zbyt wiele skomplikowanych i niepotrzebnych zapisów prawnych. Stosowanie tych przepisów spada ogromnym ciężarem w szczególności na małe i średnie przedsiębiorstwa będące często kołem zamachowym rozpędzającym całą gospodarkę i tworzące miejsca pracy. Czas na zmiany i my, przedstawiciele ECR, będziemy o te zmiany walczyć. Za złej jakości legislację europejską odpowiada w dużej mierze Parlament Europejski, który - zamiast budować koalicje programowe - opiera się od dawna na koalicji EPP (głównie Chrześcijańskich Demokratów) z socjaldemokracją. To jest jeden z powodów wprowadzania do europejskiej legislacji zapisów dwuznacznych lub sprzecznych. Jedynym wygranym w tej instytucjonalnej grze jest Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który, bez demokratycznej legitymizacji, z Luksemburga oznajmia Europejczykom, co państwa członkowskie i posłowie mieli naprawdę na myśli.

Członkowie ECR sprzeciwiają się takiej formie rządów. Nie można uznać za demokratyczne stanowienie prawa przez nieprzewidywalnych sędziów, dodatkowo nie nominowanych za pomocą wyborów. Z demokracją zresztą Unia Europejska ma więcej problemów. Gdyby w jakimś państwie członkowskim jakiś polityk domagał się referendum, a następnie je przegrał, z pewnością nie odważyłby się powiedzieć, że wynik jest zły, ponieważ odbiega od oczekiwań jego politycznego obozu. W Unii Europejskiej to już norma. Z jednej strony, wydajemy miliony publicznych pieniędzy na kampanie społeczne zachęcające do głosowania. Z drugiej strony, lekką ręką odrzucamy wynik referendum w Danii, Irlandii, Francji i Holandii.

Równie ważnym problemem jest wydawanie unijnego budżetu na kolejne projekty medialne. 213 milionów euro zapisane w budżecie DG Communication na rok 2008 to tylko część wydatków na propagandę, którą UE upowszechnia przez Europarl. tv, Euronews, własne serwisy n a YouTube, reklamę w radiu, tv itp. Każda administracja publiczna, również Unii Europejskiej, powinna być poddawana krytycznej ocenie mediów i opinii publicznej. Dlatego nie powinna fundować sobie własnych mediów, które za publiczne pieniądze deformują wolny obieg opinii i informacji.

Patrząc szerzej, ponad horyzont Brukseli czy nawet Unii Europejskiej, Europa powinna postawić na większą otwartość także w polityce zewnętrznej, sąsiedzkiej i polityce rozszerzenia. Pozycja Europy w świecie nie jest określana przez zmiany instytucjonalne wewnątrz Unii. Nikogo na świecie nie obchodzi, jakie są relacje między radą a parlamentem i Komisją. Świat będzie doceniał Unię, jeśli zauważy jej zdolność dobrania odpowiedzialności za stan tego świata. Na Wschodzie nie możemy zamykać się w ramach samego sąsiedztwa czy partnerstwa. Te europejskie kraje, żyjące pod rosnącą presją geopolityczną Rosji, potrzebują wyraźniejszego wsparcia politycznego i gospodarczego. Nasza aktywna polityka w tym regionie jest warunkiem powodzenia wspólnej polityki energetycznej i uniezależnienia państw UE od rosyjskiego monopolu zarządzanego przez państwowy Gazprom. Nie zrealizujemy tego bez aktywnej obecności w Azji Centralnej. Niemniej, sprzeciwiamy się inicjatywie narzucenia przez Unię wspólnej polityki energetycznej , która dyktowałaby krajom członkowskim proporcje produkcji energii pochodzącej z paliwa atomowego, paliw kopalnych i źródeł odnawialnych. Popieramy jednak wspólną, zewnętrzną politykę bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Wspieramy unijną politykę klimatyczną, jednak zdajemy sobie jednocześnie sprawę z dodatkowych kosztów ograniczających konkurencyjność przemysłu europejskiego, które ta polityka za sobą pociąga. Europejskie uzależnienie od surowców energetycznych pochodzących z krajów niestabilnych lub potencjalnie wrogich będzie rosło w najbliższych latach. Obojętne przyglądanie się penetracji europejskiego rynku przez Gazprom, bez zastosowania jakichkolwiek form kontroli lub przeciwdziałania, nie pomaga Europie w uzyskaniu niezależności energetycznej i dywersyfikacji źródeł energii.

Tak więc platforma polityczna naszej nowej grupy w Parlamencie Europejskim jest jasna. Wierzymy w rozwój wspólnego rynku, we wspieranie konkurencyjności europejskiego biznesu na arenie światowej, w walkę z zagrożeniami środowiska naturalnego, w walkę z ubóstwem na świecie poprzez bardziej efektywną politykę pomocową i handlową, w dobrą politykę zewnętrzną uwzględniającą bezpieczeństwo energetyczne. Są to problemy realne i niezwykle trudne. Dlatego w niektórych częściach parlamentu rodzi się pokusa, by zajmować się w tym czasie tematami zastępczymi. Jednym z takich zastępczych tematów jest niekończąca się debata instytucjonalna o reformie prawa traktatowego w UE. To jednak nie architektura instytucjonalna wyglądająca całkiem dobrze - jest powodem naszych niedomagań, lecz brak konsensusu i wspólnej woli politycznej do rozwiązywania problemów. Podczas gdy postępuje realizacja rosyjskich gazociągów na Morzu Bałtyckim i Morzu Czarnym, UE ogłasza kolejne deklaracje dotyczące wspólnej polityki energetycznej mające małe skutki realne. Problemy wskazane powyżej nie zostaną rozwiązane, jeśli będziemy rozpraszali naszą uwagę. Musimy się zastanowić, czy agenda Unii Europejskiej powinna być przeciążana postulatami z zakresu niemal każdej dziedziny życia. To otwarty rynek wspólnotowy i konkurencyjność naszych przedsiębiorstw, a nie transfery z budżetu UE zbudowały pozycję gospodarczą Europy. To ciężar demograficzny i strategiczny, w tym militarny poszerzonej UE, a nie architektura instytucjonalna, zdecyduje o naszej przyszłej pozycji w świecie. Dlatego potrzebujemy Unii Europejskiej opartej o te sprawdzone kierunki, Unii Europejskiej zdolnej do działania, sprzyjającej gospodarce wolnorynkowej, zdolnej do podjęcia odpowiedzialności za świat.

Konrad Szymański i Charles Tannoc
„Polska The Times”
EKR EKR