Ważne polityczne decyzje na unijnym szczeblu w ostatnim tygodniu poprzedzone były pasjonującymi, kuluarowymi rozgrywkami. Warto je poznać. Ta międzynarodowa polityczna kuchnia jest nieraz ciekawsza od specjałów, które są efektem jej funkcjonowania.
Łatwe zwycięstwo Buzka w walce o stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego poprzedzone zostało manewrem ze strony Rzymu. Kontrkandydatem Polaka był Włoch, Mario Mauro. Italia „sprzedała” jego rezygnację z kampanii o fotel w PE za - prawdopodobnie - bardzo wysoką cenę: rekompensatą ma być dużo ważniejsze, bardziej wpływowe stanowisko „Hajrepa” dla innego Włocha. Tak w unijnym slangu - zwanym eurospeakiem - określa się urząd Wysokiego Reprezentanta UE ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Na razie jest nim Hiszpan Javier Solana, były sekretarz generalny NATO (ten sam, który jako hiszpański socjalista protestował w ulicznych demonstracjach przeciwko obecności jego kraju w tymże pakcie północnoatlantyckim). Jednak jego następcą, wielce możliwe, zostanie dotychczasowy minister spraw zagranicznych, Włoch Franco Frattini (w poprzednim wcieleniu wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej). Gdyby tak się stało, premier Italii SiMo Berlusconi może poczuć się negocjatorem roku - to byłby majstersztyk: coś niepewnego i dużo mniej ważnego zamienić na stanowisko bardzo wpływowe.
Wybór Michała Kamińskiego z PiS na funkcję szefa frakcji Konserwatystów i Reformatorów to pierwszy w politycznych dziejach Europy przypadek, że -jak to w prywatnej rozmowie określił Mark Francois, minister ds. europejskich - ktoś, kto przegrał wybory, w ciągu 90 kolejnych minut wygrywa kolejne. Dodajmy: najpierw przegrywa wybory ważne, ale potem wygrywa ważniejsze... Polityk Prawa i Sprawiedliwości nie został jednym z 14 (!)wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, za to uzyskał - i to jednogłośnie - stanowisko szefa grupy politycznej w PE. Co szczególnie ważne: jest pierwszym w historii Polakiem sprawującym taką funkcję, pierwszym reprezentantem Europy Środkowo-Wschodniej na takim stanowisku, a szerzej - całej „nowej Unii”. Automatycznie wszedł jednocześnie do kilkuosobowego, najważniejszego organu europarlamentu, jakim jest „Conference of Presidents” - Konferencja przewodniczących grup politycznych. Jest też tam Jerzy Buzek jako szef PE, tyle że - w przeciwieństwie do Kamińskiego - bez prawa udziału w głosowaniach!!! Na tym polega specyfika Parlamentu z siedzibami w Brukseli i Strasburgu...
Jak można wygrać taką funkcję chwilę po dotkliwej porażce? O tym milczały polskie media. Warto to ujawnić jako podręcznikowy przykład umiejętnej rozgrywki na szczeblu europejskim. Najpierw do poparcia polskiej kandydatury przekonaliśmy 40 proc. brytyjskich torysów, mających największą delegację w ECR (skrót od nazwy: Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), potem 100proc. delegacji czeskiej (rządząca partia ODS), a także delegację litewską, holenderską i belgijską. Przeciw nam była tylko większościowa część delegacji brytyjskiej oraz delegacje węgierska i łotewska. W sondażowym głosowaniu, dotyczącym terminu wyboru szefa Grupy: czy dziś -jak chcieliśmy, wykorzystując chęć rekompensaty za przegrane z winy niesubordynacji Brytyjczyków wybory na wiceszefa PE - czy jutro, jak chciał dotychczasowy szef frakcji Anglik Timothy Kirkhope, wygraliśmy aż 32 do 15. Brytyjczyk zrozumiał, że przegra wybory, zrezygnował sam i to otworzyło drogę do jednogłośnego zwycięstwa Polaka.
Zaiste, czasem kuluary i kulisy ciekawsze są od oficjalnej polityki...
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
