Gdy przed wiekiem Gustave Le Bon pisał o „Psychologii tłumu”, żył w czasach, w których można było bezpośrednio manipulować ludzkimi masami, ale w tej manipulacji ówczesne media nie odgrywały jeszcze decydującej roli. Dziś mamy do czynienia z gigantyczną manipulacją, której głównym nośnikiem są wszechobecne media, wdzierające się poprzez telewizor i radio do każdego domu.
Z manipulacją jest trochę tak jak z polityką: obie istniały zawsze, obie bywały brutalne. Tyle że o opisywanych przez m.in. Isaaca Singera awanturach w Sejmie II Rzeczpospolitej wiedzieli sami zainteresowani oraz elitarne grono czytelników gazet. Dziś polityka (ale też manipulacja) wkroczyła z buciorami do każdego domu i każdy, chce czy nie chce, jest raczony seansami nienawiści Niesiołowskiego i sztucznym penisem Palikota.
80 proc. dziennikarzy za PO?
Manipulacja stała się chlebem powszednim polskiej polityki i gospodarki. Urzędy manipulują danymi statystycznymi, banki klientami, politycy wyborcami, a dziennikarze - wszystkimi naraz. Mnie jako polityka ze sporym już stażem i byłego dziennikarza - ze stażem też niemałym - najbardziej interesują te manipulacje, które stały się udziałem styku tych dwóch światów: IV władzy, czyli mediów, oraz polityki. Światów żyjących zresztą w ograniczonej symbiozie - większość mediów współpracuje i wspiera określone środowiska polityczne, by inne odsądzać od czci i wiary. Istotą współczesnej manipulacji w obszarze „demokratycznego kapitalizmu” (by użyć pojęcia ze znanej książki amerykańskiego politologa Michaela Novaka) jest fakt, iż media nie tyle opisują rzeczywistość - choć czasem także, przy okazji, to czynią - ile chcą ją kreować. Prasa, radio, telewizja, portale internetowe stały się z woli właścicieli, ale przecież także z powodu politycznych poglądów i sympatii (częściej sympatii) samych dziennikarzy orężem bezwzględnej walki politycznej.
Miesięcznik „Press”, opiniotwórczy dla środowisk medialnych, podał w swoim czasie informację wynikającą z badań, jak w wyborach parlamentarnych głosowali dziennikarze: 80 proc. z nich poparło w 2007 roku PO. Sympatie reszty podzieliły się na SLD i PiS. Ale taki rozkład sympatii w środowisku żurnalistów nie jest bynajmniej polską specyfiką. Generalnie na całym świecie w środkach masowego przekazu nadreprezentowani są sympatycy lewicy i liberałów. W tej sytuacji nie dziwmy się głębokiemu realizmowi znanej anegdoty, jak oto szef TVN przychodzi na pierwsze kolegium redakcyjne po zaprzysiężeniu rządu Donalda Tuska i mówi: „Proszę państwa, musimy coś zmienić: do tej pory krytykowaliśmy tylko rząd, ale od tej pory będziemy krytykować tylko opozycję”...
Przykładów manipulacji medialnej (a w rezultacie politycznej) dostarcza życie - codziennie i w nadmiarze. W niedzielę, 13 czerwca, w wieczornym podsumowaniu tygodnia, w telewizji Polsat News prowadząca dziennikarka dwukrotnie zwraca się do posła PO Marka Wojaka, aby skomentował... nadmuchany konflikt w Prawie i Sprawiedliwości i powyborcze rozliczenia w tej partii. Nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać o realny konflikt i powyborcze rozgrywki w Platformie: wypowiedzi Gowina o złym ułożeniu przez centralę partii listy PO w okręgu małopolsko-świętokrzyskim oraz rozgrywki między podlaską a warmińsko-mazurską Platformą w okresie kampanii europarlamentarnej. Ale przecież tak właśnie było to rozgrywane w mediach od powyborczego poniedziałku. Obraz miał być czytelny: PO wygrywa i się cieszy. PiS przegrywa i trzeszczy w posadach, szuka kozła ofiarnego, działacze dybią na prezesa albo przynajmniej na spin-doktorów. PiS, zdobywszy ponad dwa razy więcej mandatów niż pięć lat temu, ukazywany był w aurze partii, w której po klęsce żąda się głów - w tym czasie media w zasadzie milczały, że PSL ma tylko trzy mandaty, w porównaniu z czterema w 2004 roku, a lewica zamiast dziewięciu europosłów pod koniec obecnej kadencji będzie miała tylko siedmiu w nowej.
Podwójne standardy
Jedną z głównych zasad współczesnej manipulacji w Polsce jest stosowanie zasady double standards - „podwójnych standardów”. Jeżeli więc liberalny (lewicowy, postępowy, kosmopolityczny, proeuropejski, antynacjonalistyczny) Kali kradnie krowę, to trzeba to zrozumieć, bo lekko nie jest, i zaakceptować. Ale nie daj Boże, jak ktoś się tylko zbliży, aby już nawet nie ukraść, ale obejrzeć krowę Kalego, by sprawdzić, czy Kali ją chowa w odpowiednich warunkach fitosanitamych, czy ją właściwie zakolczykował itd. - to dopiero będzie medialny rwetes! Jeżeli Ryszard Czarnecki ośmiela się wyciągać rękę po stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej - to źle, bo Czarnecki to polityk. Ale jeśli prezesem Polskiego Związku Koszykówki jest senator PO Roman Ludwiczuk, prezesem Polskiego Związku Tenisowego były szef kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego - Waldemar Dubaniowski, a wiceprezesem tegoż PZT - szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski, zaś prezesem Polskiego Związku Rugby marszałek Sejmiku Pomorskiego z ramienia PO Jan Kozlowski (po objęciu przez Lewandowskiego funkcji komisarza zostanie eurodeputowanym) - to wszystko cacy, gra gitara.
Inną fundamentalną zasadą manipulacji jest swoista obrotowość uruchamianego „gniewu ludu”. Nie zależy on wcale od tego, czy X lub Y czy Z jest merytorycznie dobry i postępuje uczciwie. Adresat „gniewu ludu” jutro może być „bożyszczem tłumów”. Jest tylko jeden warunek: musi wystąpić albo być wyrzuconym z Prawa i Sprawiedliwości. Ten, kto wczoraj był partyjnym łotrem, człowiekiem zaślepionym ideologicznie, słabym merytorycznie leniem i osobą kompletnie nieprzygotowaną do pełnionej funkcji, jutro może stać się - w wyniku procesu dePiSyzacji - człowiekiem o wysokim morale, wolnym od partykularnych emocji, tytanem pracy i profesjonalistą. Porównajmy, co pisano trzy, cztery lata wstecz o Radku Sikorskim czy Ludwiku Dornie i, po części, Kazimierzu Marcinkiewiczu, a co pisze się teraz. Ta przemiana „warchołów” w „mężów stanu” może i bawi, ale tez smuci.
Są przypadki jeszcze bardziej ekstremalne. Wyśmiewany, wyszydzany, potępiany w czambuł rycerz walki z establishmentem i herold dekomunizacji - Stefan Konstanty Myszkiewicz-Niesiołowski, choć dziś jest trzy razy bardziej rozemocjonowany i ostry w sformułowaniach, stał się ulubieńcem polityczno-medialnych salonów, Stefanem Nawróconym na Prawdziwą Wiarę. I lud wierzy. Przynajmniej w Lubuskiem, tej oazie postkomunistów, dawny antykomunista pomalowany w antyPiSowskie barwy uzyskuje gremialne poparcie elektoratu, który pięć lat wstecz go nie cierpiał.
Łże-sondaże
Instrumentem dramatycznej wręcz manipulacji są badania opinii publicznej. To łże-badania. Ale mają swój głęboki sens. Kształtują mody, tendencje, gusta, pokazują, kto silny, a więc z kim warto trzymać, i kto słaby, słabnący, do kogo się lepiej nie przyznawać. Sondażownie walą naród sondażami niczym woźnica kłonicą konia po żebrach. Czasem koń się jednak znarowi i pokłusuje w swoją stronę. Tak było, gdy we wtorek po pierwszej turze wyborów prezydenckich A. D. 2005 TVN 24 podał sondaż, w którym mgr Tusk miał nad prof. Kaczyńskim przewagę rzędu kilkunastu procent. Realne wybory przyniosły jednak kandydatowi PiS zwycięstwo, i to z przewagą 6 proc. Jednak przeważnie kłonica miarkuje konia. Potem zostaje tylko zmniejszanie strat z sondaży. Zniechęceni wyborcy opozycji, nie widząc szans na zwycięstwo, nie idą głosować, zaś wahający się wolą trzymać z tym, kto wygra. W ostatni dzień przed ciszą przed wyborami europejskimi 5 czerwca 2009 roku ukazały się dwa sondaże dające partii Jarosława Kaczyńskiego... 14 lub 16 proc! Tego typu nacisk ze strony rzekomo obiektywnych pracowni badania opinii publicznej przynosi efekty. Ich właściciele czy szefowie nie przepraszają społeczeństwa za błędne przymiarki, jak to się zdarzyło we Francji. Żyją w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Zrobili swoje. Zmanipulowali.
Kolejnym obszarem manipulacji, budzącym moje szczególne zainteresowanie, jest obszar polityki międzynarodowej. Z mojego brukselskiego obserwatorium wygląda to „i śmieszno, i straszno”. W przekazie medialnym premier Tusk i ekipa PO jawią się jako ludzie o nadzwyczajnych kontaktach zagranicznych, główni rozgrywający, Polska zaś jako kraj, który trzęsie Unią Europejską. To wszystko mity. Manipulacja ma jednak stworzyć wrażenie, że gdy Tusk kichnie, to Sarkozy dzwoni do niego, aby zapytać o zdrowie. W tym celu zupełnie marginalne spotkania bilateralne przy okazji różnego rodzaju szczytów (np. w Davos) przedstawia się jako kluczowe spotkania decydujące o losach a to pakietu klimatyczno-energetycznego, a to ograniczenia interwencjonizmu państwa ltd. Fotografie Tuska ściskającego się z innymi szefami rządów przedstawiane są nie tak, jak być powinny - jako rytuał, ale jako coś ekstraordynaryjnego, świadczącego o przemożnych wpływach lidera PO, jego uroku osobistym i tym podobne klituś-bajduś. Niestety, życie boleśnie weryfikuje te obietnice. Uściski z Angelą Merkel nie pomogły zapobiec utworzeniu muzeum wypędzonych w Berlinie ani też zapewnić Polsce siedziby Europejskiego Instytutu Technologicznego (Niemcy wsparły Budapeszt), a także znacząco polepszyć zapisów pakietu klimatyczno-energetycznego tak, aby nie wyszły bokiem polskiemu przemysłowi za 10 lat. Jednak jeśli rzeczywistość skrzeczy - tym gorzej dla rzeczywistości. Propaganda sukcesu, posługując się manipulacją, dalej kreuje narracje Tuska jako męża stanu, któremu szefowie rządów państw członkowskich składają hołd lenny albo nawet czyszczą buty.
Manipulowany patriotyzm
Manipulacja w Polsce A. D. 2009 jest wszechstronna i skierowana do różnych grup zawodowych, społecznych, środowiskowych, do ludzi różnych pokoleń. Żywi się stereotypami, ale też żeruje na świętych uczuciach, jak patriotyzm. Ilu Polaków zagłosowało 7 czerwca na Platformę Obywatelską tylko dlatego, że usłyszało, iż to zagwarantuje stanowisko szefa europarlamentu dla rodaka? Ci sami ludzie nie mają skąd się dowiedzieć, że w hierarchii ważności stanowisk w UE przewodniczący Parlamentu Europejskiego, wybierany tylko na dwa i pół roku, stoi zdecydowanie niżej niż komisarz w Komisji Europejskiej, byle z ważnym zakresem odpowiedzialności, wybierany na pięć lat.
Tłum specjalistów od PR, zatrudnionych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, z podatków płaconych m.in. przez czytelników „Nowego Państwa”, codziennie dba o to, aby manipulować emocjami Polaków, faktami, które do nich docierają, nadawać im właściwą interpretację i narzucać narracje korzystne dla rządu Donalda Tuska. Głosicielom idei społeczeństwa obywatelskiego i nam wszystkim przypomnę, że społeczeństwo obywatelskie to takie, które nie daje sobą manipulować...
Ryszard Czarnecki
„Nowe Państwo”
