Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Po co Polsce prezydencja?

Po co Polsce prezydencja?
Polska już w lipcu po raz pierwszy obejmie półroczne przewodnictwo w UE. Polskie władze oraz administracja publiczna będą musiały działać na najwyższych obrotach, aby skutecznie sprostać temu zadaniu. Dla Polski będzie to swoisty „stress test”, który zadecyduje o tym, czy zdołamy wzmocnić swoją pozycję w Europie, czy na trwałe znajdziemy się w jej drugiej, pozbawionej wpływu na kluczowe decyzje lidze.

W ubiegłym miesiącu w Strasburgu doszło do spotkania ministra Sikorskiego z polskimi posłami do Parlamentu Europejskiego. Politycy rozmawiali na temat przygotowań Polski do prezydencji w Unii Europejskiej. To, co usłyszeliśmy z ust polskiego ministra spraw zagranicznych, musi budzić olbrzymi niepokój. Spotkanie potwierdziło bowiem najgorsze obawy, że rząd tak naprawdę pomysłu na polskie przewodnictwo nie ma. Po pierwsze, Polska w ramach prezydencji nie zamierza robić niczego innego poza administrowaniem działaniami i programami Unii Europejskiej. Wpiszemy się jedynie w istniejącą już unijną agendę. Sami natomiast nie zamierzamy przedstawić żadnego celu, który mógłby być z polską prezydencją identyfikowany.
Po drugie, wciąż nie mamy ostatecznej, chociażby przybliżonej listy priorytetów. Wciąż nie wiemy, co podczas tej prezydencji chcemy osiągnąć. Z listy rozważanych przez rząd Donalda Tuska sześciu celów (budżet na lata 2014-2020, stosunki ze Wschodem, rynek wewnętrzny, bezpieczeństwo energetyczne, wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony oraz pełne wykorzystanie kapitału intelektualnego Europy) prawie wszystkie są już wpisane w plan prac UE. Widać, że nie interesuje nas kreowanie polityki unijnej.
Po trzecie, wiemy już na pewno, że na liście polskich celów prezydencji nie będzie rolnictwa i wyrównania dopłat dla rolników starej i nowej UE. Istniejące obecnie dysproporcje są bardzo duże. Polski rolnik otrzymuje ok. 190 EUR dopłat do hektara, a tymczasem rolnicy niemieccy otrzymują 340 EUR, duńscy - 390 EUR, francuscy - 260, a włoscy - 320. Dlaczego więc wśród celów polskiej prezydencji nie ma postulatu wyrównania dopłat dla rolników? Przecież nie jest tajemnicą, że negocjacje nad kształtem wspólnej polityki rolnej UE wchodzą w decydującą fazę. Podczas naszej prezydencji mielibyśmy największą możliwość szukania i kreowania najkorzystniejszych dla rolników z nowej Unii rozwiązań.

Administrowanie czy ambitne cele?

Analizując dotychczasowe prezydencje, można wyróżnić ich dwa modele: innowacyjny i administracyjny. Podstawą prezydencji innowacyjnej jest oryginalny i atrakcyjny dobór priorytetów, które zamierza realizować dany kraj, co z kolei umożliwia rzeczywiste kształtowanie polityki na poziomie UE. Natomiast sprawne administrowanie różnymi procesami politycznymi w Unii jest immanentną cechą każdej prezydencji i wynika z logiki kontynuowania rozpoczętych wcześniej prac. W tym przypadku państwo stojące na czele UE skupia się bardziej na zarządzaniu niż proponowaniu kreatywnych rozwiązań. Polska powinna zarówno administrować, jak i wskazywać ambitne cele. Bo tylko częściowo prawdą jest, że wejście w życie traktatu lizbońskiego i rozłożenie odpowiedzialności pomiędzy instytucjami unijnymi osłabiło rolę państwa sprawującego prezydencję. Polska, jeśli chce być poważnym graczem w Europie, powinna być politycznie, intelektualnie i organizacyjnie gotowa do podejmowania spraw ważnych zarówno dla nas, jak i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Nie do zaakceptowania jest twierdzenie ministra Mikołaja Dowgielewicza, że Polska podczas prezydencji nie będzie mogła forsować swoich interesów. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Większość państw wykorzystuje prezydencję do wprowadzenia na najwyższy poziom decyzyjny UE ważnych z ich punktu widzenia kwestii. Tak też powinna zrobić Polska, bo czy lepszym na to czasem będzie okres czekających nas prezydencji cypryjskiej, greckiej lub maltańskiej? Wykorzystujmy też doświadczenia innych. Francuzi przeforsowali ważną dla siebie Unię Śródziemnomorską, Węgry proponują Strategię Dunajską mającą na celu ochronę środowiska naturalnego tej jednej z najbardziej zanieczyszczonych rzek świata. Szwedzi ustanowili Strategię Bałtycką, a my co?

Ma być miło i przyjemnie
Wygląda na to, że polska prezydencja ma przebiegać w sposób łatwy, prosty i przyjemny. Nic nie wskazuje, że zapisze się w jakiś istotny sposób w historii UE. Na to mogli sobie pozwolić Belgowie, którzy przewodzili UE w drugiej połowie 2010 r., ale nie Polska. Belgia od początku zapowiadała, że rezygnuje z forsowania spektakularnych priorytetów na rzecz programu dostosowanego do kalendarza prac instytucji unijnych. Niewątpliwie na treść tych deklaracji miał wpływ permanentny brak rządu centralnego w tym kraju. Prezydencję podobną do belgijskiej, skupioną bardziej na zarządzaniu, realizowała w 2009 r. Republika Czeska, także dotknięta wówczas kryzysem politycznym. Polska stoi przed wyborem, czy pójdziemy drogą Francji, Szwecji i Węgier, które potrafiły postawić UE ambitne cele, czy Belgii i Republiki Czeskiej jedynie administrujących polityką unijną. Dobry przykład daje prezydencja węgierska. Pomimo tego, że rząd Victora Orbana zmaga się z problemami wewnętrznymi odziedziczonymi po poprzedniej socjalistycznej ekipie i musi stawiać czoła często nieuzasadnionej krytyce europejskiej lewicy, to jednak na forum UE realizuje przywództwo bardzo ambitne. Węgierski rząd umiejętnie promuje węgierskie interesy, inicjuje innowacyjną Strategię Dunajską, a także sprytnie przenosi na forum debaty europejskiej ważne elementy polityki wewnętrznej, jak np. problem integracji mniejszości romskiej.

O co powinniśmy walczyć

Polska powinna iść tym właśnie tropem i przedstawić wizję przywództwa innowacyjnego, które zaproponuje atrakcyjne rozwiązania integracyjne dla całej europejskiej wspólnoty. Jeżeli przy okazji posłużą one realizacji polskiego interesu narodowego, to tym lepiej. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób "umiędzynarodowimy" nasze sprawy. Polski rząd wydaje się nie rozumieć tej podstawowej kwestii. W czasie sprawowania przewodnictwa otrzymujemy bowiem niepowtarzalną szansę promowania istotnych dla nas zagadnień i zainteresowania nimi naszych partnerów z UE. Dlatego też za poważny błąd należy uznać brak wśród polskich priorytetów wspomnianego już rolnictwa czy zintensyfikowania rozwoju istniejącej już Strategii dla Morza Bałtyckiego. Zwłaszcza że podczas naszej prezydencji przypada jej pierwsza gruntowna rewizja. Daje to ogromne możliwości wpływania na przyszły kształt tego unijnego programu, co zwłaszcza w kontekście Nord Streamu wydaje się czymś niezwykle ważnym. Dlaczego podczas naszej prezydencji nie stać nas na zaproponowanie Europie także innych ważnych tematów, np. walki z postępującym kryzysem demograficznym, działań na rzecz wyrównywania szans rozwojowych obywateli starej i nowej Unii czy opracowania planu na rzecz zintensyfikowania polityk unijnych w regionie Karpat? Jak do tej pory, pomimo niewątpliwego potencjału, Euroregion karpacki był sukcesywnie pomijany w tworzeniu wszelkich strategii czy programów rozwojowych. Swoim zasięgiem obejmuje kraje, które należą do jednych z najsłabiej rozwiniętych w Unii, oraz Ukrainę - jej bezpośredniego sąsiada. Oczywiste jest, że UE powinna skupić swoje działania na finansowej pomocy właśnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna i gdzie jest najwięcej do zrobienia w kwestii usprawnienia infrastruktury oraz zacieśnienia wzajemnych relacji gospodarczych, kulturalnych czy turystycznych. Dlaczego nie zaproponować programu karpackiego podczas polskiej prezydencji?

Wybory przede wszystkim

Pytanie więc, co z polskiej prezydencji pozostanie i z czym będzie ona identyfikowana? Wszystko wskazuje na to, że jedynie z zakończeniem negocjacji akcesyjnych z Chorwacją, pod warunkiem że nie zrobią tego wcześniej Węgrzy. Pozostanie na pewno nowa polska ambasada w Brukseli, której otwarcie jest wkrótce planowane. I oczywiście drewniane bączki wręczane zagranicznym dyplomatom. Ma być miło i sympatycznie. Widać, że rząd Donalda Tuska chce potraktować polską prezydencję w UE jako formę autopromocji. Żadnych trudnych tematów, żadnych ambitnych programów. Za to ma być kilka rautów z dyplomatami unijnymi, spotkań z szefami rządów i koncertów w plenerze, co ma pokazać Polakom europejską twarz PO. To z kolei ma pomóc wygrać wybory. Tymczasem nie o to chodzi. Kierowanie UE to ciężka praca organizacyjna, legislacyjna i polityczna. Jej celem powinno być nie tylko sprawne zarządzanie przez pół roku Unią, ale także wzmocnienie roli i pozycji Polski w Europie. Aby tak się stało, potrzebujemy nie tylko iluminacji Pałacu Kultury i "Ody do radości" na powitanie nowego 2011 roku w Warszawie, ale przede wszystkim jasnego określenia takich działań podejmowanych podczas prezydencji, które będą harmonijnie współgrać z polskim interesem narodowym.
Autor jest historykiem i politologiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia PiS; należy do grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
EKR EKR