O polskim kompleksie militarno-zbrojeniowym wolałbym usłyszeć w kontekście udanych kontraktów na eksport broni lub wynajmowania naszych poligonów na potrzeby choćby NATO. Na jednym i drugim można sporo zarobić. Gdy chodzi o ekspediowanie naszej broni i sprzętu, głównie zresztą do krajów tzw.
III świata, to mamy świetne tradycje, ale też opory innych państw eksporterów (choćby twardo na tym rynku grających Amerykanów). Skoro polscy żołnierze od lat ofiarnie walczą w Iraku i Afganistanie, to nasi sojusznicy w NATO mogliby się posunąć na tym, coraz ciaśniejszym rynku, i umożliwić nam choćby odbudowę dawnych kanałów eksportowych. Na razie z bezrobociem w tym sektorze i coraz mniejszymi zamówieniami rządowymi musimy radzić sobie sami, jednocześnie aktywnie (także finansowo) angażując się w zaprowadzanie kosztownego porządku w Azji.
Podobnie jest z pustymi polskimi poligonami - dla paktu są mało użyteczne, w przeciwieństwie do dzielnych polskich żołnierzy - ci się bardzo przydawali w Iraku i dalej bardzo się przydają w Afganistanie.
Wolałbym więc o tym słyszeć, ale - niestety - słyszę o bałaganie w MON, pakcie decyzyjno-kompetencyjnym w tym resorcie (dobrze, że nikt nas nie napada - mielibyśmy się wtedy z pyszna) i nagonce na gen. Skrzypczaka, który powiedział parę słów prawdy.
Zaiste dziwne ma priorytety minister Klich. Może dlatego, że jest jedynym ministrem obrony państw NATO, który z zawodu jest psychiatrą? Jeżeli rząd nie jest w stanie wyeksportować broni, może niech przynajmniej wyeksportuje ministra obrony? Istnieją tylko obawy, że nawet III świat by tego nie kupił.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Finansowa”
