Uwielbiam tzw. historię alternatywną. Co by było, gdyby... Gdyby Polska sprzymierzyła się z Niemcami w 1938, 1939 roku, gdyby ZSRR trwał jeszcze 10 lat dłużej, gdyby królewicz Władysław w XVI wieku przyjął prawosławie, co było ceną do zapłacenia za objęcie tronu w Moskwie albo gdyby Rzeczypospolitej udało się zachować do XIX wieku, do czasu rewolucji przemysłowej, wielkie terytorium, sięgające 1 miliona km kwadratowych (z lennami...) itp. itd. Specjalistą od takich alternatywnych historii stał się ostatnio Marcin Wolski. Ale okazało się, że jest ich cały tłum, tyle że bez talentów pisarskich.
Po morderstwie w Łodzi establishmentowe media i mainstreamowi politycy ogłosili teorię, która wstrząsnęła dotychczasową, naiwną historiografią. Tę teorię można by w skrócie określić jako „ofiara sama sobie winna”, albo - jeszcze dosadniej - „nienawiść jest po stronie ofiar, a nie katów”, czy „odpowiedzialność za morderstwa polityczne ponoszą ofiary i ich środowiska”. To rewolucja w nauczaniu historii. Jej konsekwencją jest historia alternatywna, oj, przepraszam, nowa, wspaniała, prawdziwa historia niczym nowy, wspaniały świat Aldousa Huxleya. I tak oczywistym staje się, że za zamach na ministra w administracji Ronalda Reagana Donalda Regana w 1986 roku ponosi republikański prezydent, za zamach na niemieckiego ministra Wolfganga Schauble w 1990 roku (stał się kaleką, do tej pory jeździ na wózku inwalidzkim, choć dalej jest ministrem!) bić się w piersi powinien jego partyjny i gabinetowy szef kanclerz Helmut Kohl oraz rodzima CDU, zaś za zamach na Oskara Lafontaine, również w 1990 roku, jednego z liderów niemieckiej lewicy głowę popiołem powinna posypywać jego SPD. Jakie to proste! Jak konstrukcja cepa, nomen-omen. Za śmierć premiera Izraela Izaaka Rabina odpowiadają nie prawicowi szowiniści, ale obóz polityczny tegoż szefa rządu. I jest jak w starej reklamie polskich żarówek: POLAM i wszystko jasne. Premiera Indii Rajiva Gandhi zabił, co prawda Sikh, ale i tak wszyscy wiemy - w nowej, poprawionej wersji historii świata - że odpowiedzialność i tak spada na Partię Kongresową, a w zasadzie to na nieszczęsny ród Gandhi przede wszystkim, bo to ten klan uruchomił nienawiść, która zabiła już trzech przedstawicieli rodziny, piastujących najwyższe funkcje państwowe w kraju będącym największą demokracją świata. Bracia Kennedy? Toż ich wina, to irlandzcy Amerykanie i katolicy nakręcili tę spiralę nienawiści, to oni siali wiatr, a potem zbierali burze . Etc., etc., do totalnej aberracji...
Słucham kolejnego festiwalu nienawiści, kolejnej eksplozji agresji tuż po zamordowaniu jednego działacza PiS i poderżnięciu gardła drugiemu. Złodziej krzyczy „łapaj złodzieja”. Siewcy nienawiści przykręcają śrubę pogardy, uciekają do przodu. Słyszę, że winny jest sam Kaczyński. Zaraz, zaraz, skąd ja znam ten język? Te frazy o prowokacyjnych wystąpieniach, o podgrzewaniu atmosfery, o języku nienawiści... rzeczywistej ofiary nienawiści. To już było. Déjà vu. Tak! Skojarzenie może być jedno. Ksiądz Popiełuszko, oczywiście. On przecież w propagandzie PRL sam sobie był winien. To on prowokował słowem-kazaniami. To on robił wiece polityczne, żadne msze, nie o krzyż tu chodziło, ale o politykę. On dzielił społeczeństwo. Pamiętamy te sformułowania, ten język, to poczucie brudu, który przylega do człowieka po kilku minutach słuchania takiego moralnego szamba. Dziś, po 26 latach, jest to samo. Znów winne są ofiary. I znów część Kościoła, mojego Kościoła, zachowuje się dwuznacznie Wtedy, po latach, Ksiądz Prymas potrafił - i chwała mu za to - przyznać, że Kościół „w sprawie Popiełuszki” po części uległ tej propagandzie komunistów. A czyż teraz jest inaczej? Ksiądz z Żoliborza był „za ostry”, „uruchamiał emocje”. Tak, tak, witamy na pokładzie. Ta powtarzalność. Ten atak mediów wobec kapłana wtedy i polityka dziś - ludzi, którzy nawet nie mogą się bronić. Zostali skazani bez wyroku. I sami sobie są winni. Doprawdy powiadam Wam: ten straszny film dokumentalny z 1984 roku znów jest wyświetlany A.D. 2010. I znów jest morderstwo. I znów zrobił to człowiek (wtedy: liczba mnoga) kierowany emocjami, które uruchomić miały ofiary...
Ryszard Czarnecki
Niezależna Gazeta Polska – Nowe Państwo
