Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Powiesić biskupa Józefa!

Powiesić biskupa Józefa!

Ludzie mieli go dość. Biskup Józef kościołem się nie zajmował, tylko polityką w najprymitywniejszym tego słowa znaczeniu. Nie działał na rzecz publico bono - dobra publicznego, lecz popierał określoną „partię” w Polsce - partię, w której byli generałowie i biskupi, sędziowie i literaci, ludzie majętni, ale i biedni, którzy myśleli, że w ten sposób staną się bogatymi. Był w partii przyjaciół Rosji.

Występował przeciwko patriotom, którzy chcieli reformować państwo polskie, w czasie, gdy jego pozycja w Europie spadała na łeb, na szyję, gdy się z tego państwa śmiano, gdy obce mocarstwa wręcz utrzymywały niemałą część polskich polityków, wymagając tylko jednego: lojalności.

Miał też biskup Józef swoje ludzkie słabości, choć rozdęte do monstrualnych rozmiarów. Nie, w kobietach nie gustował… Ludzie wiedzieli i szeptali ze zgorszeniem, że ksiądz biskup gra w karty jak szalony. Mówili, że nawet i dwie doby spędzał - bez przerwy - przy karcianym stoliku. I choć Kościół katolicki hazard potępiał to ksiądz biskup Józef miał w nosie naukę instytucji, której był reprezentantem.

Nie przeszkadzało mu zgorszenie maluczkich, bo cóż mogą prości, zwykle niemajętni ludzie? Biskup Józef Pana Boga traktował instrumentalnie. Ludzie mówili, że gdy karta mu nie szła, przerywał grę by odprawić mszę błagalną, aby łaskawy Pan Bóg przywrócił karciane szczęście.

Kochał pieniądze. Nie cofał się przed niczym, aby majątek pomnożyć, ale nie dla maluczkich go przeznaczał, tylko na swoje ludzkie, oj, bardzo ludzkie potrzeby. Ale też zakochany był w sobie jako autor - pisał i pisał. Książki i artykuły, artykuły i książki. Ba, pisał też pamiętniki…

Zakochany był w sobie biskup Józef. Zakochany i to z wzajemnością. Ego miał rozdęte aż pod szczyt Rysów. Z tego był znany. I z tego też się śmiano.

O innym co prawda biskupie - zdrajcy Ignacym Massalskim, skądinąd biskupie wileńskim, jemu współcześni konfederaci barscy napisali okolicznościowy wierszyk, który wszakże w 100 proc. pasuje do naszego antybohatera:

Zbywać Ducha Świętego na męki dla wiary

Odstąpiłeś Kościoła, owieczek i fary.

Bodajże biskup młody, co grać lubi w karty,

Nie Chrystusową trzodę, lecz pasł raczej czarty.

Lud określał go prosto - biskup sprzedawczyk. Ludzie wiedzieli, że brał kasę i od Niemców i od Rosjan. Politykom radził, aby posługiwali się patriotycznymi frazesami, a to w Polsce, kraju ludzi naiwnych i łatwowiernych wystarczy, by zyskać uznanie i usprawiedliwienie dla swych niecnych postępków w oczach potomnych.

Biskup Józef był niecnotą. Jako pierwszy publicznie oskarżył go prosty szewc. Ludzi bulwersowała jego miłość do mamony, używanie wpływów, które miał jako biskup do gnębienia przeciwników politycznych, wreszcie jego karciana pasja. Ale to się zdarza i choć tacy biskupi autorytetu nie mają, to ludzie pozłorzeczą, pozłorzeczą i machną ręką. Jednak w przypadku biskupa Józefa nie chodziło tylko o grzechy i słabości, lecz o zbrodnię największą: zdradę Ojczyzny! Stąd żądano jego głowy. W uniesieniu, w emocjach, owszem, ale traktując to też jako przykładną karę dla tych, którzy Matkę-Polskę sprzedawali za judaszowe srebrniki. A biskup Józef przyznał, że pieniądze od wrogów Polski brał przez lata (i nie chodziło tu o stypendia).

Dla tej obrzydliwej postaci charakterystyczna też była obłuda i hipokryzja. Słowo „Polska” odmieniał przez różne przypadki. Ba, głosił też wszem i wobec konieczność większej edukacji Polaków oraz reformy narodowego szkolnictwa. Ze wszystkich biskupów polskich najgłośniej chyba, zawsze przemądrzale, zawsze ex catedra domagał się, ni mniej ni więcej, tylko… „modernizacji Polski” oraz jej upodobnienia do Europy. Pisali o nim usłużnie, że wychodził poza polski, sarmacki zaścianek.. Doprawdy był Europejczykiem! I zdrajcą.

Tak, doprawdy, przebrała się miarka. Ludzie wiedzieli, że „przyszła kryska na Matyska”. I stało się. Lud nie zdzierżył. Gniew upokarzanego, wyśmiewanego, oszukiwanego ludu - ludu Warszawy - był straszny.

***

Powieszono biskupa Józefa 9 maja 1794 roku. I należało się Ślepowronowi (to był jego herb). Biskup Józef Kazimierz Kossakowski był jednym z przywódców Targowicy. Skazano go na karę śmierci po procesie trwającym nie dłużej niż 4 godziny. Postawiono mu pięć zarzutów: jeden dotyczył tego, że sprzedał się „zupełnie i całkowicie na usługi potencji zagranicznej obcej rosyjskiej”. Wyrok ten nie był oparty o plotki, lecz mocne dowody. Kossakowski wziął od ambasady Rosji 750 czerwonych złotych za jeden kwartał w 1789 roku i tyle samo „srebrników” za jeden z kwartałów w 1790 roku. Kolejne zarzuty dotyczyły m.in: udziału w konfederacji targowickiej na Litwie, współodpowiedzialności za haniebny sejm grodzieński i przyczynienie się do drugiego rozbioru Rzplitej, wreszcie bezprawne przywłaszczenie sobie różnych tytułów.

Gdy prowadzono go na szubienicę, biskup Józef „szedł ze spuszczonymi oczami, nachylony”. Ludzie szarpali go, bili, pluli. Co ciekawe, ani razu nie usiłował dowieść swojej niewinności, lecz krzyczał przez całą drogę do szubienicy, że… poza nim powinni zostać powieszeni jeszcze inni: prymas Polski Michal Poniatowski (rodzony brat nieszczęsnego króla Stanisława Augusta), biskup poznański Okęcki, biskup płocki Szembek. Niektóre źródła podają, że do tego grona dołączył też samego króla. Przywódca ówczesnego antyrosyjskiego zrywu ludu Warszawy, szewc Jan Kiliński (to on odnalazł pisemne dowody zdrady biskupa, a następnie był jego formalnym oskarżycielem) twierdził potem, że biskup ubrany był w sam tylko szlafrok, a nie szaty biskupie. Ale czy to prawda - nie wiadomo. Ówczesny kronikarz i ksiądz - Jędrzej Kitowicz podaje natomiast, że biskupa pod szubienicą rozebrano do samej bielizny i że była to bielizna… brudna.

No i jednego zdrajcy było mniej.

***

Ta historia nie jest aluzją do czasów współczesnych. Kropka. A nawet trzy kropki…

Ryszard Czarnecki
„Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo”

EKR EKR