Europa jest inna. Inna niż dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Inna, bo nie ma już „Iron Curtain” („Żelaznej Kurtyny”) - i teoretycznie - podziału na Wschód i Zachód. Europa jest inna, bo bogatsza niż wtedy. Inna także politycznie, bo np. w 1980 roku - ta data będzie naszym punktem odniesienia - mała i zamożna EWG liczyła raptem… 9 państw! Obecnie równo trzy razy więcej… Oczywiście, można by zasadnie dowodzić, że w ramach obecnej Unii Europejskiej funkcjonuje „Europa A” i „Europa B”, czy też, jak kto woli, „Europa różnych prędkości”, czy też - i to też prawda - w ostatnim czasie przy ofensywności Moskwy i próbie odbudowy jej imperialnej strefy wpływów - podział Wschód-Zachód, który, przy wzroście roli tego pierwszego, jest na pewno większy niż np. 10 lat temu. Ale jednak Europa A.D. 1980 i Europa A.D. 2010 to dwie różne Europy i w wymiarze politycznym i w wymiarze ekonomicznym.
Inna także od pod względem demograficznym. „Stary Kontynent” stał się znacznie bardziej azjatycki i afrykański niż przed trzema dekadami. Zaś w wymiarze religijnym - zdecydowanie bardziej islamski. Jedno i drugie widać po ulicach i szkołach Brukseli, Amsterdamu, Paryża, Berlina, Londynu, ale także Rzymu i Madrytu. Nie widać tego jeszcze po Warszawie. Czy będzie widać? Tak być może, tak być nie musi.
Ale tę afrykańsko-azjatycko-islamską obecność widać nie tylko w fast-foodach, tanich barach, na „pchlich targach” czy w klubach sportowych, ale także coraz bardziej w polityce i biznesie. Tę obecność widać „wizualnie”, również w zmianie nastawienia do szeregu kwestii politycznych, które zmieniane są pod gusta np. muzułmańskich wyborców.
Lecz reakcja budzi kontrreakcję. Olbrzymia (wielu powie: nadmierna) otwartość na imigrantów z biednych kontynentów, których jedynie promil tak naprawdę stanowili realni uchodźcy polityczni, a przytłaczająca ich większość szukała po prostu lepszych warunków życia - spowodowała nieodwracalne zmiany w strukturze demograficznej Europy (szczególnie tej zamożniejszej). Jednak właśnie to musiało zaowocować ruchem w stronę całkowicie przeciwną: zapaleniem żółtego, a z czasem w dużej mierze czerwonego światła dla emigracji z Afryki i Azji. W tym kierunku poszły parlamenty uchwalając zaostrzone prawo, w tymże kierunku poszła praktyka ekonomiczno-społeczna: raje socjalne dla przybyszów spoza Europy skończyły się lub kończą, nawet w śmiertelnie poprawnej politycznie Skandynawii. Nastąpił koniec pewnego świata: świata ekonomicznego i prawnego cackania się z gośćmi z Afryki, Azji, Oceanii etc. etc.
Europa jest więc inna niż ta sprzed 30 laty także pod tym względem. „Intruzom” - jak często się ich określa - patrzy teraz na ręce. Przede wszystkim dlatego, że Europa coraz bardziej patrzy na własny, szczuplejący portfel. I nie tylko wtedy, gdy wokół huczy kryzys.
Inna Europa - ten fakt, rzeczywistość opisywanych wcześniej zmian, skłaniać powinna Polskę do przemyślenia swojej polityki imigracyjnej. Czas zejść na ziemię i nie bujać w obłokach, jak to czyniła „stara Europa” w ostatnich trzech, czterech dekadach.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
