Islam może być religią Europy - orzekł przywódca Libii Muammar al-Kaddafi w czasie oficjalnej wizyty w Rzymie. W odpowiedzi na to premier Silvio Berlusconi wydał kolację na jego cześć - i to jaką! Na 800 osób... Ale Kaddafi nie powinien śmieszyć. To nie jest arabski polityczny Jaś Fasola ani Benny Hill. Nie jest też szaleńcem. Wie, co mówi. Władze Republiki Włoskiej, kraju chrześcijańskiego, którego konstytucja mówi wręcz o współpracy państwa i Kościoła Katolickiego, milczały. Włosi nabrali wody w usta z dwóch względów: historycznych (Libia w latach 1934-1943 była włoską kolonią) oraz ekonomicznych (z dyktatorami, także islamskimi, warto robić interesy...). Ale to włoskie polityczne milczenie nie jest wyjątkiem w Europie. Milczą także politycy niemieccy w kraju, w którym meczety rosną jak grzyby po deszczu w Borach Tucholskich. Milczą także Francuzi pomni faktu, że coraz więcej aktywnych wyborców w Republice to muzułmanie. Mają więc oni coraz większą reprezentację w rządzie, także prawicowym, w Zgromadzeniu Narodowym oraz w Parlamencie Europejskim. Francja ma zresztą w tyle głowy fakt, że już prezydent Jacques Chirac miewał wypowiedzi, które można byłoby dać jako propalestyńskie czy antyizraelskie, a młodzi islamiści, głównie urodzeni we Francji, są systematycznie autorami burd na przedmieściach Paryża i innych miast. Tak jak Skandynawowie przestrzegają parytetów, gdy chodzi o udział kobiet w rządzie, tak samo parytety są udziałem Francuzów, ale gdy chodzi o polityków etnicznie wywodzących się z krajów muzułmańskich (głównie zresztą z Maghrebu, czyli Maroka, Algierii i Tunezji).
Islam podjął również totalną ofensywę na Wyspach Brytyjskich. Nawet przewodnicząca Partii Konserwatywnej (czyli rządzącej partii w tym państwie), Sayeeda Hussain baronowa Warsi, jest muzułmanką (i pierwszą w historii muzułmanką, która weszła w skład brytyjskiego gabinetu), co prawda - wbrew islamowi rozwódką, ale mającą poczucie islamskiej tożsamości. Także szereg europosłów z Wielkiej Brytanii z różnych ugrupowań to muzułmanie, głównie zresztą wywodzący się z Pakistanu. Ma to praktyczne znaczenie, bo o ile konserwatywny europoseł z Londynu protestuje w Brukseli i Strasburgu, gdy źle mówi się o Żydach w Izraelu, co oczywiście wynika ze struktury prawicowego elektoratu w stolicy Zjednoczonego Królestwa, to europosłowie będący przedstawicielami miast o dużym odsetku populacji muzułmańskiej, potrafią - byłem tego świadkiem - zrobić dziką awanturę o projekty rezolucji... sceptycznych co do Pakistanu!
Zmieniają się na naszych oczach ulica, szkoła, sklep w Brukseli, Amsterdamie, Berlinie, Marsylii czy Manchesterze. Coraz więcej jest muzułmańskich uczniów, muzułmańskich kupujących i sprzedających, na uczelniach rośnie odsetek młodych wyznawców Allacha, w tym nawet starannie opatulonych chustami dziewczyn. Coraz częściej w telewizjach, w ramach „politycznej poprawności” pojawiają się kobiety zaznaczające swoje arabskie (islamskie) korzenie. Demograficznie przegrywamy, mimo rzeczywistych prorodzinnych zmian w podatkach w systemie podatkowym i finansowym wielu krajów UE. Stary kontynent staje się, paradoksalnie (?) coraz bardziej islamski.
A Polska? W Warszawie właśnie podwoje dla wiernych otworzy nowy, duży meczet...
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
