Na kandydata „Prawa i Sprawiedliwości” w wyborach prezydenckich oddał głos niemal co drugi Polak. Wszystkie sondaże wskazują na wzrost poparcia dla PiS i fakt, że depczemy po piętach partii niespełnionych obietnic - PO. Jesteśmy ugrupowaniem, które za rok ma realną szansę przejąć władzę w Polsce. Jaki jest polityczny plan wygrania wyborów A.D. 2011? Inny niż dotąd. Dotychczas słusznie podkreślaliśmy dorobek rządów PiS: obniżenie podatków, przyrost miejsc pracy, zwiększenie inwestycji itd. Pokazaliśmy, że praktyka rządzenia była po naszej stronie, że sprawdziliśmy się w boju i umieliśmy wykorzystać gospodarczą koniunkturę. Dziś jednak musimy w większym stopniu mówić nie o chwalebnej przeszłości PiS, lecz o skrzeczącej rzeczywistości PO. Czas powiedzieć rządowi Donalda Tuska: "sprawdzam!". Najwyższa pora, aby systematycznie, spokojnie, ale kategorycznie rozliczyć obietnice Tuska z roku 2007 i obietnice Komorowskiego z roku 2010.
Prawo i Sprawiedliwość będzie punktować władze za lenistwo, brak wizji i tzw. PO, czyli „Poronione Obietnice”. Będziemy cytować obiecanki-cacanki lidera opozycji Donalda Tuska i kolejne obietnice Donalda Tuska - premiera. Będziemy przytaczać słowa jego ministrów opowiadających bajki dla dorosłych (ja już wolę te oryginalne, o klasę lepsze - profesora „mniemanologii stosowanej”, Jana Tadeusza Stanisławskiego…). Będziemy wreszcie „mówić Komorowskim”, przypominając Polakom to, co obiecał prezydent-elekt w tegorocznej kampanii oraz to, co w jego imieniu obiecał też szef rządu i członkowie Rady Ministrów.
Politycy PO zakładają, że pamięć społeczna jest bardzo krótka i wyborcy szybko zapomną kit wciskany im przez liberałów. Postaramy się odświeżyć pamięć wyborców Platformy i zasugerować, aby następny raz nie dali się zrobić w konia: z solennych obietnic Tuska po 3 latach zrealizowana została jedna - wyjście z Iraku. Warto, aby każdy polski podatnik wiedział, że nikt mu tyle nie da, co obieca PO… Tyle że na wyborczych obietnicach się kończy, a rzeczywistość skrzeczy.
Każdy mieszkaniec metropolii miał nie płacić za autostrady - ale minister infrastruktury zamiast realizacji tej zbożnej idei przedstawił jedynie zbiór pobożnych życzeń i dalej jest, jak było. Podobnie z powodzianami pozostawionymi samym sobie, podobnie ze studentami, którzy mieli po kraju śmigać kolejami z 50-procentową zniżką. Podobnie ze żłobkami i przedszkolami. A za niespełna półtora miesiąca rozpocząć się ma okres wielkich, rozciągnięty na dwa lata, podwyżek dla nauczycieli. Jeszcze dźwięczy w uszach ten refren tandemu Bronisław Komorowski - Katarzyna Hall, refren, do wtóru którego politykom PO będą się wydłużać nosy, niczym bajkowemu Pinokio.
Oczywiście są obietnice, których, mamy nadzieję, PO nie zrealizuje. Jak choćby ta prezydenta-elekta o wyjściu z NATO. Z tego zaśmiać się tylko mogą Norwedzy, których marszałek Komorowski wcielił do Unii Europejskiej i duńskie kobiety, czyli „kaszaloty”, jak to zgrabnie ujął ów dżentelmen, który za kilkanaście dni zostanie prezydentem RP. Nie będziemy jednak rozliczać premiera Tuska, że na spotkaniu z kanclerz Merkel żuł gumę - nie będziemy, bo jak żuje, to nie obiecuje i nie obraża politycznych oponentów.
Ryszard Czarnecki
„Warszawska Gazeta”
