Pięć miesięcy temu obecnie urzędujący prezydent Rumunii Traian Basescu odrobił sporą stratę z I tury wyborów do swego konkurenta, liberała Mircea Geoany. A pięć lat temu śp. Prezydent Kaczyński odrobił stratę 4 punktów procentowych do Donalda Tuska (I tura, 2005 rok: Tusk 37 proc, Kaczyński 33 proc.). To nie jedyne przypadki nadrabiania strat z I tury wyborów w najnowszej historii Europy i świata. W polityce, podobnie jak w wyścigach Formuły I, tzw. pole position, czyli pierwsze miejsce po kwalifikacjach nie zapewnia pierwszego miejsca na mecie.
Przed pięcioma laty o zwycięstwie Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, niewątpliwie, powiedzmy sobie wprost, zdecydowały głosy „tego trzeciego”, czyli tego, który zajął trzecie miejsce w pierwszej turze. Był nim - z poparciem ponad 15 proc. - Andrzej Lepper. Czy historia się powtórzy i tym razem? Zapewne lider SLD nie poprze wprost nikogo, bo mu się to politycznie nie opłaca. Ale „nikogo” oznacza, że na pewno nie poprze Bronisława Komorowskiego. Trudno mu się dziwić - nie chce być przystawką - i zapewne nie uśmiecha się mu funkcjonowanie w państwie faktycznego monopolu politycznego jednej partii - Platformy Obywatelskiej. To nie kwestia emocji, tylko zdrowego rozsądku: lewica bowiem odzyskuje od PO stracone na jej rzecz w 2007 roku głosy. A w polityce nie ma sentymentów - poparcie udzielone Komorowskiemu byłoby założeniem sobie przez Napieralskiego stryczka na szyję.
Jednak oczywiście polityka to poza chłodną kalkulacją i instynktem samozachowawczym także, jak w każdej działalności człowieka, również i emocje. Trudno zapewne będzie tak łatwo zapomnieć liderowi SLD słów wypowiedzianych przecież tak niedawno przez marszałka Komorowskiego, który zapytany co by zrobił, gdyby pojawiły się sygnały ze strony lewicy odnośnie emerytur pomostowych, odpowiedział: „Pan Grzegorz Napieralski utracił wiarygodność polityczną w moim przekonaniu i w żadne zapewnienia papierowe czy medialne nie uwierzę.”, PAP, 16.12.2010 r.).
Jeżeli dzisiaj „Gazeta Wyborcza” i TVN przez wszystkie przypadki odmienia nazwisko Barbary Blidy, aby zniechęcić elektorat lewicy przed poparciem Kaczyńskiego (Kali ukraść krowę - dobrze, Kalemu ukraść krowę - źle; lewicowi wyborcy popierają Komorowskiego - dobrze, lewicowi wyborcy popierają Kaczyńskiego - źle…), jakoś dziwnym trafem nikt nie przypomina ciekawych skądinąd słów jednego z obecnych liderów PO, wicemarszałka Sejmu RP, Stefana Niesiołowskiego, który tak oto komentował ponowny wybór Aleksandra Kwaśniewskego na prezydenta Polski: „Nie widziałem powodu, by swoją obecnością zaszczycać pana Kwaśniewskiego, bo to, że pan Kwaśniewski wygrał wybory nie oznacza, że mniej kłamie, mniej pije i jest mniej obłudny”, 2000 rok - do dziennikarzy)
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
