„Ameryka wstydzi się za Senat” - to „Washington Post”. „Amerykańscy senatorowie zdradzili naród!" - to z kolei "New York Times”. „Hańba w Waszyngtonie” - a to „International Herald Tribune”. „Wyrzutki społeczne reprezentują społeczeństwo: żenujące głosowanie w Senacie SA” - to z kolei „US Today”…
Czy w ojczyźnie Lincolna zdarzyło się coś, czego Państwo nie wiecie? Nie, te tytuły wymyśliłem. To fikcja, choć jest w niej pewien zamysł. Proszę sobie wyobrazić sytuację - której Amerykanom nie życzymy - że w katastrofie samolotowej ginie amerykański prezydent, szef banku centralnego, dowódcy wszystkich rodzajów wojsk i elita polityków. Prezydent był np. republikaninem. Po miesiącu od tego wydarzenia amerykański Senat głosami demokratów, którzy akurat mają tam większość, odrzuca wniosek republikańskiej mniejszości, aby w Senacie USA odbyła się debata na temat toczącego się, kontrowersyjnego śledztwa w sprawie tej tragedii… Jasne, że taka sytuacja, nigdy, przenigdy do końca istnienia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, nie mogłaby mieć miejsca. To po prostu wykluczone! Żaden zakład bukmacherski w żadnym kraju na świecie nie przyjąłby takiego zakładu, bo jego wynik jest z góry wiadomy. To jasne jak słońce, to „oczywista oczywistość”.
Tymczasem wielu z nas przyjęło w zasadzie jako normalną, naturalną, wręcz łatwą do przewidzenia sytuację, która wydarzyła się naprawdę w Polsce, w Warszawie, na ul. Wiejskiej, właśnie w realnym, a nie wirtualnym Senacie. Ta rzekoma „Izba Zadumy”, ta fałszywa „Izba Refleksji” nie chciała debatować nad wnioskiem opozycyjnych senatorów z PiS o prawdziwą debatę, o prawdziwe śledztwo w sprawie prawdziwej tragedii narodowej. Ale większość polskich mediów nie zagrzmiała. Ale większość elit medialno-politycznych nie uznała tego za absolutną hańbę, tylko potraktowała to jako kolejną potyczkę rządzącej koalicji z „kaczystami”. Ziemia w Warszawie się nie ugięła, a łże-autorytety „moralne”, ryczące bez powodu w każdej sprawie, zwykle niesłusznej, tutaj milczały jak, przepraszam, grób. Znieczulica, która dotknęła nasz establishment, jej skala, jest nieporównywalna z niczym w innych krajach cywilizowanej demokracji parlamentarnej na paru kontynentach.
To, co oczywiste za Wielką Wodą, nie jest oczywiste nad Wisłą. Mamy nie tylko dwa różne Senaty, ale należymy do różnych światów, gdy chodzi o poczucie związku elit politycznych z narodem. To, co się zdarzyło w Warszawie, nie zdarzy się w Waszyngtonie. Nie dlatego, że amerykańscy senatorzy są amerykańskimi patriotami. Także dlatego, że niedopuszczenie przez nich do takiej debaty oznaczałoby ich polityczną śmierć. O to już zadbaliby amerykańscy wyborcy. A o co zadbają za trzy tygodnie wyborcy polscy?
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
