Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Rząd bez ambicji

Rząd bez ambicji

Narody organizują się wokół wielkich idei albo projektów. Wielki projekt (idea) często bywa potwierdzeniem wielkich narodowych aspiracji albo ucieczką od przeszłości, którą trudno się chlubić. Tak było z igrzyskami olimpijskimi w Rzymie w 1960 roku, gdy Italia uciekała od cienia Duce, faszyzmu, kolaboracji z Niemcami. Tak było cztery lata później w Tokio, gdy Japonia organizując kolejną olimpiadę (określenie potoczne, tak naprawdę oznacza ono okres między igrzyskami, ale powszechnie używane jest takie właśnie mylne pojęcie) ostatecznie odcinała w oczach świata pępowinę łączącą z czasem, gdy była „Niemcami Azji”. Igrzyska zimowe w japońskim Sapporo w 1972 roku były już tylko potwierdzeniem przynależności „Kraju Kwitnącej Wiśni” do cywilizowanego, międzynarodowego świata, a nie zaproszeniem na salony, jak osiem lat wcześniej.

Z kolei Niemcy, a ściślej RFN (dawna NRF - Niemiecka Republika Federalna), funkcjonując jako w pewnym sensie spadkobierca - w wymiarze narodowym i moralnym - III Rzeszy, nie uzyskały faktycznej międzynarodowej akceptacji nawet jako współzałożyciel Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, szybko przekształconej w EWG. Ich symboliczna nieobecność (trwająca zresztą do dziś) w Stałej Radzie Bezpieczeństwa ONZ o czymś świadczyła. Dopiero zorganizowanie najpierw igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 roku, a następnie piłkarskich mistrzostw świata dwa lata później, w całym kraju, ale z finałem również w stolicy Bawarii, było dla Bonn metaforyczną przepustką do międzynarodowego „dobrego towarzystwa”.

Dziś z kolei zorganizowanie wielkich, światowych zawodów sportowych jest bardziej może stemplem potwierdzającym siłę danego państwa, jego rolę jako kontynentalnego lidera niż zmazanie grzechów historii. Tak jest w przypadku Republiki Południowej Afryki - wiodącego kraju „Czarnego Lądu” - i piłkarskiego Mundialu w tym roku oraz Brazylii, która w 2016 roku gościć będzie pierwsze w historii Ameryki Łacińskiej igrzyska olimpijskie (nie liczę Meksyku w 1968 roku, jako kraju Ameryki Środkowej). Oba te państwa należą - w odróżnieniu do Polski - do G-20 i oba - w przeciwieństwie do Polski - mają znaczące ambicje regionalne i ponadregionalne (zwłaszcza w przypadku Brazylii).
Wielkie sportowe imprezy są tylko dowodem na ich polityczne aspiracje.

A Rzeczpospolita? Za tego rządu, od blisko trzech lat jesteśmy krajem bez ambicji. Tak, właśnie: państwem wyzutym z ambicji. To „widać, słychać i czuć” na każdym kroku, od polityki zagranicznej poczynając, przez politykę gospodarczą idąc, na staraniach o naszych rodaków poza granicami kraju kończąc. A co do tego mają wielkie imprezy sportowe? Za rządu Kaczyńskiego Polska wywalczyła organizację piłkarskich EURO 2012. Warto byłoby w określonej, nawet jeśli niebliskiej, perspektywie, powalczyć o igrzyska olimpijskie. Ze strony władzy o tym ani widu, ani słychu. Ostatnio rozmawiałem o tym z ministrem sportu. Rząd nie ma w planie nawet się do tego przymierzyć. Minister zresztą zauważył, że formalnie musi to być inicjatywa samej stolicy - w praktyce tylko ona bowiem mogłaby taką imprezę zorganizować. Ale prezydent stolicy też o tym nie myśli. Ta sprawa nie zajmuje PO ani na szczeblu rządowym, ani na szczeblu warszawskim. Choćby nawet w określeniu wstępnego planu: powalczmy o to nie dziś, ale za kilkanaście lat - ale miejmy już jakiś plan, projekt, zamiar, wiedzę, co zrobić, żeby to dla Polski zdobyć. Nie muszę tłumaczyć z jakimi zyskami - politycznymi, prestiżowymi - to by się wiązało (ekonomicznymi też zresztą).

Ideę igrzysk w Polsce zgłosił w zeszłym roku w na kongresie PiS w Krakowie b. premier Jarosław Kaczyński. Czyżby dlatego ten projekt - dla Polski bardzo ważny - dla PO ważny nie jest? Czyżby rządząca partia chciała wylać z kąpielą kolejne dziecko?

Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”

EKR EKR