Popatrz w oczy 12-letniego harcerza, stojącego na swoim posterunku na Trakcie Królewskim w Warszawie. Wyczytasz w nich więcej niż w słowach znanego reżysera, usiłującego dysponować Wawelem. Spójrz na twarze robotników w roboczych drelichach, stojących na Żwirki i Wigury - ulicy poświęconej słynnym polskim lotnikom, tragicznie zmarłym w katastrofie lotniczej - gdy w milczeniu oddają hołd kolejnym polskim trumnom, wiezionym z Okęcia. Ich twarze powiedzą więcej niż oblicza dziennikarzy i polityków o miedzianych czołach. Przypatrz się rodzicom prowadzącym kilkuletnie dzieciaki z biało-czerwonymi chorągiewkami do Pałacu Prezydenckiego. I porównaj z tzw. autorytetami moralnymi, żyjącymi dalej w swoim wirtualnym świecie niewirtualnej niechęci do świata tradycyjnych wartości.
W te dni widziałem Polskę dumną, Polskę solidarną, Polskę chcącą być razem i przeżywać narodowy dramat we wspólnocie. Widziałem Młodą Polskę i Polskę ludzi AK. Przysięgam: to była ta sama Polska. Widziałem morze biało-czerwonych flag i morze bólu i ocean dumy narodowej. Byłem częścią Polski, której nie sposób zobaczyć w sondażach. To Polska szanująca własne państwo i autorytet władzy, Polska oddająca hołd własnej historii. Polska inna niż dotąd.
Mogę tylko powtórzyć za rodakami z USA, którzy witali polskiego papieża transparentami: „I’m proud to be Polish”. Prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej śp. Lech Kaczyński pewnie się cieszy tam, na górze, widząc, jak Jego Naród mówi głośno razem i z osobna: „Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami”. I za to, także za to, dzięki, Prezydencie.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
21.04.2010 r.
