Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Zapomniani Polacy

Zapomniani Polacy

Zajęci, słuszną skądinąd, walką o bycie „numerem 1” w Europie Środkowo-Wschodniej, czy szerzej w „nowej Unii”, jakby zapominamy, że państwo polskie i my, jako Polacy, mamy obowiązek upominać się o naszych rodaków poza granicami kraju. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy ewidentnie są dyskryminowani.

Gdy politycy i media w Polsce eksponują problemy Polaków na Białorusi - i dobrze, że to wreszcie czynią! - ja trochę z przekory, ale przede wszystkim z moralnego obowiązku, muszę grzmieć o Polakach na Litwie. Nasi na Wileńszczyźnie mają w gruncie rzeczy sytuację trudniejszą niż nasi na Grodzieńszczyźnie, Ziemi Lidzkiej czy Mińszczyźnie. Dyktatora Łukaszenkę mało kto lubi i dużo łatwiej jest uzyskać polityczne poparcie dla jego ofiar, w tym dla naszych rodaków tam mieszkających. Znacznie trudniej jest w przypadku litewskich Polaków: Litwa jest członkiem Unii Europejskiej, nie ma złej prasy, a na dodatek od lat wmawia wszystkim, że grzecznie przestrzega unijnych standardów dotyczących mniejszości narodowych. Tymczasem jest jak w połączeniu „Roku 1984” George’a Orwella i dowcipów Radia Erewań: Ministerstwo Pokoju zajmuje się wojną, w Sowietach nie tyle daje się robotnikom samochody, co kradnie rowery, a na Litwie nie tyle wspiera się mniejszości narodowe, lecz coraz wyraźniej prześladuje Polaków.

Konkrety. Litewskie władze oświatowe tylko ostatnio zamknęły 4 polskie szkoły i 45 polskich klas, a kolejnych 107 przeznaczonych jest do likwidacji. Jeśli ta „reforma” szkolnictwa będzie kontynuowana, z 40 szkół średnich z polskim językiem wykładowym pozostanie 13. Tak przynajmniej ocenia to Stowarzyszenie Szkół Polskich na Litwie i jego przewodniczący Józef Kwiatkowski. Mamy tu do czynienia z charakterystyczną asymetrią. O ile w Polsce wymagana jest liczba zaledwie 7 uczniów, aby skompletować klasę litewską (lub innych mniejszości narodowych), to na Litwie od Polaków wymaga się aż 15 dzieciaków, aby taka klasa powstała.

W tym samym czasie Najwyższy Sąd Administracyjny Republiki nakazał likwidację szyldów i tablic z polskimi nazwami miast i ulic zamieszkałych przez Polaków. Rzecz w tym, że polska mniejszość na Litwie w wielu miejscowościach, czy „Aplinkach” (gminach) jest większością. W Wilnie 20% mieszkańców to Polacy, na całej Litwie 7%, ale już w regionie wileńskim (wokół Wilna) Polacy stanowią aż 60%, zaś w rejonie solecznickim (miasto Soleczniki, po litewsku Solecznikai) nasi rodacy są przytłaczającą większością (80% wszystkich mieszkańców). Charakterystyczne, że w sprawie tablic z polskimi nazwami Litwa nie przestrzega własnego prawa, choćby ustawy o mniejszościach narodowych, ale też łamie europejskie standardy i ma za nic Europejską Kartę Samorządową, którą sama przecież podpisała.

Wciąż nie jest załatwiona również kwestia reprywatyzacji w kontekście Polaków: Litwinom zwracane są ich majątki, ziemie, domy zagrabione przez komunistów, ale wobec Polaków proces ten przebiega w zdecydowanie wolniejszym tempie. Wciąż na siłę zmienia się Polakom nazwiska. Ich lituanizacja jest czymś prymitywnym, ale cały czas ma miejsce, mimo zapewnień kolejnych prezydentów i premierów Litwy, że proces ten będzie przerwany.

Przed II wojną światową na terenie ówczesnej Litwy (Litwa Kowieńska) mieszkały dziesiątki tysięcy Polaków. Lituanizacja w okresie międzywojennym, sowietyzacja po wojnie i kolejna fala lituanizacji w ostatnim dwudziestoleciu sprawiły, że polskie skupiska przetrwały jedynie w Kownie (Kaunas) i w dawnym zaścianku szlacheckim Bobty (Bobtai). Czy los Polaków z Litwy Kowieńskiej, którzy rozpłynęli się w mroku ostatnich 70 lat ma być również przeznaczeniem Polaków z Wileńszczyzny?

Dotychczasowe naciski na władze Litwy w ramach stosunków bilateralnych w praktyce nie przyniosły istotnych efektów. Nasi północno-wschodni sąsiedzi obiecywali prawie wszystko i tak naprawdę nie dotrzymali nic. Przyszedł czas na umiędzynarodowienie tego problemu. Unia Europejska, tak przecież niebywale czuła na losy wszelkich mniejszości, nie może odwracać się plecami do naszych rodaków na Litwie. Próbą nacisku na władze w Wilnie były w ostatnich miesiącach moje, ale na szczęście nie tylko moje wystąpienia na forum Parlamentu Europejskiego, listy i oświadczenia wspierające naszych dyskryminowanych krajanów. W ostatnim czasie, wykorzystując art. 123 Regulaminu Parlamentu Europejskiego, przedstawiłem wraz z byłym ministrem rządu węgierskiego Lajosem Bokrosem, byłym wicepremierem Jarosławem Kalinowskim i byłym prezesem NIK Januszem Wojciechowskim, tzw. oświadczenie pisemne „w sprawie poszanowania praw mniejszości narodowych na Litwie”. Oświadczenie to „wzywa władze Republiki Litewskiej do zaprzestania praktyk dyskryminujących mniejszości narodowe” oraz „wzywa Radę (UE - dop. RCz) i Komisję (Europejską - dop. RCz) do zdecydowanej reakcji w celu ochrony praw mniejszości narodowych na Litwie”.

Polska dla Polaków na Litwie nie powinna być macochą, ale dobrą Matką. Polskie władze i polscy reprezentanci na forum międzynarodowym powinni nie tylko powtarzać za Adamem Mickiewiczem: „Jeśli ja zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”, ale wziąć się do czynu. Ludzie, którzy nie z własnej winy znaleźli się poza Polską, ludzie, którzy powtarzają za Marianem Hemarem: „Moją Ojczyzną jest polska mowa” - zasługują na coś więcej niż gesty.

Ryszard Czarnecki
„Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo”


EKR EKR