„Nic nam nie zabrano, skoro mamy Ojczyznę” - głosiła dewiza byłych żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. To prawda. Ale przecież Polskę tworzą ludzie - kiedy ich zabraknie, kraj, naród, państwo są uboższe. Bo nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych.
Zbuntowany poeta Rafał Wojaczek napisał kiedyś mądrze o „Ojczyźnie, tej dziedzinie śmierci niechybionej”. Trzeba wierzyć, bardzo wierzyć, że to nie będzie śmierć na próżno, że to nie będzie zmarnowana ofiara. Ale tych, co zginęli, zastąpić będzie więcej niż trudno.
Władek Stasiak - człowiek z Wrocławia, państwowiec, chyba ideał urzędnika, wzór kompetencji i pracowitości. Impregnowany na polityczne gierki i personalne podchody, otwarty na nowe pomysły i nowe twarze, co nie jest powszechne u ludzi władzy. Uśmiechnięty, pogodny, ale jednocześnie poważny. Zawsze punktem odniesienia dla niego było Państwo Polskie. Basia może być dumna, że miała takiego męża.
Grażyna Gęsicka - przez wszystkie przypadki można by do znudzenia odmieniać przymiotniki z nią związane: merytoryczna, kompetentna, wrażliwa. Działalność polityczną traktowała jako służbę publiczną. Na prawdę. To dla niej nie był slogan. Współpracowaliśmy razem w Radzie Cooperation Fund w latach 1998-2002, gdzie ja byłem przewodniczącym Rady, a ona jej chyba najbardziej aktywnym członkiem. Potrafiła patrzeć na szczegóły, a jednocześnie nie być „aptekarsko” drobiazgowa, nie tracić z oczu tego, co najważniejsze. Typ „mróweczki”, prymusa, ale z szerokimi horyzontami, co czasem nie idzie w parze… Potrafiła mieć swoje zdanie, to w polityce bywa luksusem, i go bronić. Pracowała za trzech, ale jednocześnie miała dystans do tego, co robi, plus poczucie humoru i sporo autoironii - które zawsze są cechami ludzi inteligentnych. Grażyna była ufna, ufała ludziom - także w polityce. Taką ją zapamiętam - tym bardziej, że aż takie powszechne akurat to w życiu publicznym nie jest.
Sławek Skrzypek - chłopak z NZS, jak wielu z nas. Studiował też w USA (druga połowa lat 90.), co dało mu solidną bazę językową i intelektualną, by ubiegać się o stanowiska w polskim systemie bankowym. Nie zapomniał, skąd wyszedł. Jako prezes NBP wspierał szereg inicjatyw społecznych, charytatywnych i medialnych, które na to zasługiwały, choć nie były pupilami „salonu”. Miał cechę, która powinna być szczególnie ceniona w XXI-wiecznym zalewie chamstwa: był dobrze wychowany. Dżentelmen w banku - i do tego z zasadami i własnymi poglądami, których dodatkowo jeszcze umiał bronić. To on był w gruncie rzeczy autorem polskiego sukcesu gospodarczego ostatnich lat. Nie umiano tego docenić w kraju. Doceniano za to za granicą, w amerykańskich czy niemieckich fachowych periodykach. Cóż, trudno być prorokiem we własnym kraju, zwłaszcza gdy rządzony on jest przez PO.
Władku, Grażynko, Sławku - źle bez Was. I trudniej bez Was będzie Polsce - tej miłości Waszego życia. Naszej miłości.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
