Specjalnie dla „Gazety Finansowej”
Komisja Kontroli Budżetowej Parlamentu Europejskiego niemal jednogłośnie odrzuciła absolutorium dla Rady UE. Jestem autorem sprawozdania COCOBU (taki jest skrót nazwy tejże Komisji), którego głównym punktem jest właśnie powiedzenie głównemu organowi Unii – „NIE”. Powodem takiego mojego - i Komisji - stanowiska jest próba zmuszenia UE do większej przejrzystości w kwestiach finansowych, do rozliczenia się z każdego euro, do odrzucenia pokusy do ukrywania przed opinią publiczną Europy wydatków i mechanizmów finansowych. Europejscy podatnicy, europejscy wyborcy, w tym także polscy podatnicy mają prawo wiedzieć na co i w jaki sposób wydawane są ich ciężko zarobione pieniądze.
Sprawa kontroli eurobiurokracji i instytucji unijnych pod kątem finansowym jest jednym z najbardziej emocjonujących tematów w Europie Zachodniej. Media, a zatem opinia publiczna patrzą na ręce eurobiurokratom w o wiele większym stopniu niż to się dzieje w Polsce, Czechach czy na Łotwie. U nas wciąż Unia Europejska traktowana jest jako hojny wujek, który załatwia kasę. Mało kto myśli o tym, że ów „wuj z Brukseli”, mógłby dać dużo więcej, gdyby sam nie wydawał za dużo na siebie.
Dla wielu szokująca była informacja, że w budżecie UE na 2010 rok wydatki na administrację w Strasburgu, Brukseli i Luksemburgu były… takie same, jak wydatki na politykę zewnętrzną, czyli zagraniczną Unii (!).
Warto wiedzieć, jaki jest los środków finansowych wydawanych przez główne organy UE. To nie są „ich” pieniądze, to są nasze pieniądze.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Finansowa”
