Polska nie ma ambasad w 75 krajach świata. W ostatnich dwóch latach z powodów oszczędności zamknęliśmy kilkanaście placówek. Kolejnych osiem placówek przeznaczonych jest do likwidacji. Dzieje się to w momencie, gdy niektóre duże państwa (a Polska jest dużym państwem) wręcz zwiększają personel dyplomatyczny - bo im się to po prostu politycznie i ekonomicznie opłaca. Co gorsza, Polska nie ma żadnego ambasadora spośród ok. 160, którzy reprezentują Unię Europejską. Cała tzw. nowa UE jest dyskryminowana, ale to dla nas żadne pocieszenie (np. Węgry mają „swojego” ambasadora reprezentującego Unię w Norwegii).
Gdyby w Unii Europejskiej obowiązywały parytety, to Polska miałaby co najmniej ośmiu ambasadorów. Na razie nie mamy żadnego, ponoć mamy mieć może ze dwóch (rzekomo w Pakistanie i na Białorusi). Niestety, dziś w Brukseli usłyszałem od bardzo wpływowego polityka, że nie będziemy mieć nikogo w centrali unijnej dyplomacji (nazywa się toto European External Action Service, czyli Europejska Służba Działań Zewnętrznych). Sprawy te decydują się teraz, a tymczasem szef polskiego MSZ „olewa” poświęcone temu nieformalne spotkania ministrów spraw zagranicznych UE w Hiszpanii i Finlandii. Szkoda, że kosztem Polaków w unijnych reprezentacjach w świecie i w samej Brukseli.
Ryszard Czarnecki
„Warszawska Gazeta”
„Warszawska Gazeta”
