Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

„Było to coś w rodzaju obietnicy interwencji”

„Było to coś w rodzaju obietnicy interwencji”

Anna Wiejak: Jakie są Pana refleksje po rozmowie z José Manuelem Barroso? Jak Pan ocenia zaprezentowany przez niego plan działań Komisji Europejskiej pod jego ewentualnym przywództwem? Na spotkaniu grupy dokonał Pan szczegółowej analizy tego dokumentu...

Ryszard Legutko: José Manuel Barroso przygotował coś w rodzaju manifestu wyborczego, który przedstawia wszystkim grupom. Stanowi on zbiór obietnic, a zarazem strategii działania. To jest dokument dobrze napisany, ładnym językiem, nawet powiedziałbym, że zawiera fragmenty poetyckie. Natomiast jest niesłychanie ogólny, ponieważ ma zaspokoić wszystkie możliwe grupy, a przynajmniej większość grup. Potencjalny elektorat pana Barroso to są chadecy, a właściwie Europejska Partia Ludowa oraz Konserwatyści i Reformatorzy, czyli nasza grupa. Socjaliści prawdopodobnie będą głosować przeciw niemu, chociaż w sumie nie jest to jeszcze przesądzone, i na pewno część liberałów. W każdym razie wygląda na to, że José Manuel Barroso nie jest bez szans. Natomiast my oprócz tych spraw ogólnych mamy sprawy konkretne, które pozwoliłem sobie na spotkaniu poruszyć, wsparty przez moich kolegów z grupy.

A.W.: Jakie są to sprawy?

R.L.: To jest, po pierwsze, polityka wschodnia. Tutaj pan Barroso wielokrotnie podkreślał swoje zdeterminowanie do prowadzenia zdecydowanej polityki w stosunku do Rosji.

A.W.: Ale tej determinacji do prowadzenia zdecydowanej polityki w stosunku do Rosji u pana Barroso nie widać...

R.L.: To jest inna sprawa. Faktem jest jednak, że to obiecuje. Przedstawił się jako człowiek, który doskonale zdaje sobie sprawę ze zmian w polityce rosyjskiej, z różnych zagrożeń, jakie się z nią wiążą, i wielokrotnie powtarzał, że on rozmawiał i zawsze będzie rozmawiał twardo z premierem Władimirem Putinem. Był bardzo aktywny w czasie kryzysu gruzińskiego.

A.W.: Pana zdaniem, te obietnice mają szansę na realizację?

R.L.: Myślę, że to ma szanse umiarkowane, ponieważ Komisja Europejska nie jest ciałem całkowicie niezależnym, jest w sensie niebłahym uzależniona od polityk konkretnych krajów. Wiadomo, że Putinowi zależy na bardzo dobrych stosunkach z Niemcami i Niemcy są też zadowoleni z utrzymywania pewnych szczególnych relacji z Rosją. Premier Włoch Silvio Berlusconi wypowiadał się miękko o Rosji, podobnie prezydent Francji Nicolas Sarkozy, stąd można się spodziewać, że ta polityka Komisji nie będzie tak zdecydowana, jak to brzmi w deklaracjach. W każdym razie takie deklaracje padły. Zawsze jest to podstawa do wywierania presji i powoływania się na to. Wprawdzie z doświadczenia wiem, że nie ma takiej deklaracji publicznej, z której się nie można wycofać, ale Barroso chciał wyraźnie dać do zrozumienia, iż będzie należał raczej do jastrzębi niż do gołębi.

A.W.: W jaki sposób w swoim manifeście Barroso potraktował sprawę ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej?

R.L.: Znalazło się tam wyraźne stwierdzenie Barroso, że w dającej się przewidzieć przyszłości przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej jest niemożliwe z uwagi na sytuację wewnętrzną tego kraju.

A.W.: Stwierdzenie to brzmi jak krok ustępstwa wobec Rosji...

R.L.: Myślę, że nie. Wydaje mi się, iż problemem jest w tym przypadku rzeczywista słabość Ukrainy, co nie zmienia faktu, że obecność Ukrainy w Unii Europejskiej leży w naszym interesie bardziej niż chociażby forsowane przez Francję rozszerzanie Unii w kierunku Morza Śródziemnego. Pojawił się też problem Turcji, który wywołał pewne kontrowersje wśród członków grupy - tutaj stanowisko Barroso nie było wyraźne. Jeśli chodzi o inne sprawy, to tym, co nas z pewnością nie zadowoliło, było jego stanowisko w sprawie stoczni. Myśmy twierdzili, że było to nierówne traktowanie państw przez Komisję Europejską, zgoda na finansowanie silnych, natomiast niezgoda na finansowanie przez rząd słabszych państw - i w tym aspekcie odpowiedź Barroso była wyraźnie rozczarowująca. Tu nie chodzi o liczbę mieszkańców, ale o fakt, że Polska ma o wiele mniejsze wpływy w Unii, niż mają Niemcy czy Francja, które wymusiły na Komisji zgodę na dofinansowanie przedsiębiorstw w czasie kryzysu. Rozczarowało nas również jego stanowisko w sprawie Nord Streamu - oświadczył, że Komisja nie popiera, ale też nie będzie zwalczać Gazociągu Północnego.

A.W.: Nawet w ramach walki o ekologię?

R.L.: To jest dobra uwaga. W każdy m razie stanowisko Barroso jest takie, jak wspomniałem.

A.W.: Co jeszcze może budzić obawy?

R.L.: Podniosłem kwestię nadmiernego ustawodawstwa antydyskryminacyjnego, które jest tak naprawdę mechanizmem pozwalającym instytucjom europejskim ingerować w struktury społeczne i zasady moralne, ale na ten zarzut Barroso nie odpowiedział. Użył jedynie ogólnego stwierdzenia, że walka z dyskryminacją jest rzeczą ważną i powołał się na sprawę mniejszości polskiej na Litwie...

A.W.: Notabene, sprawę, w której Komisja Europejska nic nie robi, co jest zresztą wprost niewiarygodne...

R.L.: Ten wątek został mocno postawiony przez pana Waldemara Tomaszewskiego, który zrobił duże wrażenie i pewne delikatne deklaracje Barroso poczynił w tej sprawie. Było to coś w rodzaju obietnicy interwencji.

A.W.: Dziękuję za rozmowę.

„Nasz Dziennik”

EKR EKR