Wszyscy pamiętamy amerykański film „Wystarczy być” o drodze outsidera do prezydenta. O ekipie Donalda Tuska można natomiast nakręcić film dokumentalny pt. „Wystarczy nie być”, o drodze państwa polskiego od lidera w regionie do outsidera.
Rzeczywiście filozofią tego rządu w polityce zagranicznej jest programowa, strukturalna absencja wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy ważne. Gdy już dwa lata temu prawicowa opozycja głosiła konieczność wejścia Polski do G20, czyli grupy najważniejszych państw świata, decydującej o gospodarce światowej, to wicepremier gabinetu Tuska miauczał, że ta cała G20 nie jest ważna, a liczy się tylko G8. Zaraz potem, zapewne pod wpływem podszeptów Kaczyńskich, G20 wchłonęła G8… Polski dalej tam nie ma, mimo że unijny GUS, czyli Eurostar, w grudniu 2009 roku podał, że Polska prześcignęła Holandię (PKB), a Holandia czy porównywalna z nami demograficznie Hiszpania, są obecne na szczytach tejże G20.
Ostatnio na cyklicznym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych, tym razem w hiszpańskiej Cordobie (a to z racji prezydencji tego kraju w UE), nie pojawił się szef polskiego MSZ. Strona polska oświadczyła potem, że spotkanie nie było ważne. Widać nie było ważne tylko dla nas, bo inne kraje ministrów tam wysłały. Ale Sikorski aptekarzem nie jest i detalami w rodzaju „polityka międzynarodowa” się nie zajmuje. Obecny nie był, miał ważniejsze sprawy na kandydackiej głowie: spotykał się z młodzieżówką PO w ramach „dorzynaniu watah”.
Na spotkaniu szefów rządów Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, tuż przed objęciem prezydencji Paryża w Unii, nie było z kolei Donalda Tuska, bo w tym samym czasie obściskiwał się z kanclerz Merkel w Gdańsku. Co prawda doradcy premiera w rodzaju Sławomira „Infantylnego” Nowaka uważają, że Tusk jest geniuszem, ale widocznie nie posiada właściwości św. Ojca Pio, który jak wiadomo potrafił być w dwóch miejscach naraz…
Kilka kluczowych decyzji o fundamentalnym znaczeniu finansowym (np. pakiet klimatyczny) faktycznie zapadało poza plecami Polski. Premier Tusk nie ma czasu na „knucie” z szefami innych wielkich państw w sprawach dla nas strategicznych, ponieważ albo rznie w piłkę albo rznie głupa w sejmie, albo śmiga na nartach w Dolomitach albo bada obyczaje tubylców pod Machu Picchu. Oczywiście przywódcom innych państw jest bardzo miło, że szef rządu RP nie zawraca im głowy, nie stawia trudnych pytań i nie czepia się konkretów i szczegółów, tak jak to robił „Duży Kaczor”.
Ponoć nad łóżkiem chłopaka z podwórka, piłkarza nożnego - Donka, wisi jego życiowe motto „Wystarczy nie być”. Nauczył się tego w Senacie RP, gdzie był, ale jakby go nie było. Problemem Polski i Polaków jest to, że pan premier, niestety, jeszcze trochę jest…
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
