Kontakt

Biuro EKR w Warszawie

00-810 Warszawa,
Ul. Srebrna 16,
Telefon: (022) 699 72 88,
Fax: (022) 699 72 86
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy
Grupa Parlamentu Europejskiego, kierująca się w swojej działalności poszanowaniem praw jednostki, zasad wolnego rynku oraz suwerenności państw członkowskich UE. Zasady te zostały zawarte w Deklaracji Praskiej, która stała się podstawą ideologiczną grupy. W skład frakcji wchodzą posłowie do PE z Prawa i Sprawiedliwości, Partii Konserwatywnej, Obywatelskiej Partii Demokratycznej, a także przedstawiciele innych partii łącznie z 8 krajów UE.

WIADOMOŚCI

Europa czyli strefy wpływów

Europa czyli strefy wpływów

Unia Europejska to obszar ścierających się wpływów wewnętrznych (państwa członkowskie UE) i zewnętrznych (państw: USA, Rosja, Izrael oraz nurtów religijno- kulturowych - chrześcijaństwo, islam). „Mapa wpływów”, zarówno szerzej, w Europie, jak i mniej szeroko: w samej Unii Europejskiej, jest dynamiczna. Możemy jednak mówić o pewnych tendencjach.

Każde duże państwo ma w Europie (często też poza nią) swoją niszę. Jest to szczególnie spektakularne w kontekście dawnych potęg kolonialnych, ale nie sprowadza się to jedynie do prostego odcinania politycznych i gospodarczych kuponów od imperialnej przeszłości.

Francja stara się rozdawać karty w Afryce, ale też w niemałym stopniu w krajach arabskich. Chce być hegemonem wśród krajów połączonych Morzem Śródziemnym. W ostatnim czasie pozyskała ku temu skuteczny instrument: za czasów prezydentury Nicolasa Sarkozy'ego Unia Europejska, pod wpływem Francji stworzyła, wraz z krajami tego regionu, Unię Śródziemnomorską. To realny „pas transmisyjny” wpływów Paryża. Świadczy o tym choćby budżet, ok. 20-krotnie większy (!) niż budżet Partnerstwa Wschodniego. Ta „śródziemnomorska noga” UE znaczy o wiele więcej niż dopiero wykształcająca się „noga wschodnia”. Francuska obecność jest egzemplifikowana w tym szeroko rozumianym obszarze również wpływami nieformalnymi. Gdy w styczniu 2008 roku prezydent Egiptu Hosni Mubarak godził przywódców Izraela i Palestyny, uzyskując kolejny krótkotrwały rozejm na Bliskim Wschodzie, było tajemnicą poliszynela, że następca Anwara Sadata realizował scenariusz napisany przez prezydenta Republiki Francuskiej. Sarkozy do tego stopnia się z tym nie krył, że złożył Mubarakowi wizytę kilkanaście godzin przed nieformalnym szczytem Izrael-Palestyna-Egipt, którego gospodarzem był właśnie prezydent tego ostatniego kraju, jak gdyby był oficjalnym suflerem w bliskowschodnim teatrze politycznym.

Skądinąd Francja jest dziś tym bardziej wiarygodna w rozmowach z państwami arabskimi, że coraz większy odsetek obywateli tego kraju to ludność pochodzenia arabskiego, będąca w dużym stopniu gorliwymi muzułmanami. Jednak, jak mówi amerykańskie polityczne przysłowie: „nie ma darmowych lunchów”. Stąd ów „pas transmisyjny” tak naprawdę powinien być korzystny także dla tych państw. Stąd właśnie kontrowersyjna, powtarzająca się jednak od czasu do czasu sugestia Francji, aby rozważyć przyjęcie do UE… krajów Maghrebu. Oczywiście ani łagodna Tunezja, ani nieco mniej łagodne Maroko czy mało aktywna na zewnątrz Algieria do Unii Europejskiej na pewno nie wejdą przed ostateczną decyzją, co zrobić z bliską nam geograficznie i kulturowo Ukrainą. Ale Francuzi chcą gonić tego króliczka, zakładając nawet, że go nigdy nie złapią.

Wielka Brytania, kraj paradoksów, jednocześnie negujący wspólną unijną politykę zagraniczną i mający nieproporcjonalnie dużą liczbę ambasadorów unijnych - Anglików. Czy to przykład brytyjskiej hipokryzji? Być może. Londyn zadbał o to, aby być „ambasadorem” UE wobec krajów Commonwealth'u i w pewnym sensie odwrotnie. Ma specjalne, uprzywilejowane i realnie bliskie (inaczej niż w przypadku Polski…) relacje z USA oraz wyjątkowe kontakty z Kanadą, Australią, Nową Zelandią, ale też dawnymi brytyjskimi koloniami afrykańskimi.

Niemcy, pragmatyczne jak zwykle, nie zajmowały się odtwarzaniem wpływów w swych dawnych niewielkich koloniach, ale zbudowały sobie bardzo mocną pozycję na Bałkanach, ale także w Europie Środkowo-Wschodniej. W ten sposób, nie odwołując się do tego pojęcia, i więcej robiąc niż mówiąc, skonstruowały coś na kształt historycznej „Mitteleuropy”.

Hiszpania, która 1 stycznia 2010 roku rozpoczęła swoją półroczną prezydencję w Unii Europejskiej, w dużym stopniu zmonopolizowała kontakty unijne z Ameryką Łacińską i Środkową. Widać to wyraźnie na przykładzie Kuby, gdzie Madryt, minimalizując sankcje Brukseli wobec Hawany za nieprzestrzeganie praw człowieka otworzył republikę Fidela Castro dla hiszpańskiego przemysłu hotelowego i turystycznego. Handel „coś za coś” - „pryncypia za korzyści gospodarcze” jest może i cyniczny, ale nie potępiajmy Hiszpanii, jeśli jednocześnie nie będziemy oskarżać Niemiec czy Francji za bardzo „ekonomiczne” podejście do praw człowieka w Rosji i Chinach.

Włochy, co ciekawe, rezygnując, jak się wydaje z ekspansji politycznej i jednocześnie mocno i konsekwentnie wchodzą ekonomicznie w Europę Wschodnią. Przez lata były największym inwestorem zagranicznym w Polsce - teraz podjęły ofensywę gospodarczą na Białorusi, zakupując 20% udziałów (czyli maksimum tego, na co pozwolił Łukaszenko) kilkudziesięciu firm państwowych, oddanych przez Mińsk do częściowej, kontrolowanej komercjalizacji. Oczywiście nie tylko, i nie głównie o Białoruś tu chodzi - dzięki unii celnej Białorusi z Rosją włosko-białoruskie firmy uzyskują dostęp do olbrzymiego rynku Federacji Rosyjskiej. Polityka Berlusconiego wobec Moskwy jest podobna do tej Berlina czy Paryża, tyle że bardziej na skróty. Trzykrotny premier Włoch, w cywilu wielki biznesmen, ma do polityki zagranicznej podejście czysto handlowe: za dostęp włoskich firm do kontraktów przy Gazociągu Północnym Berlusconi stał się ambasadorem Rosji w sporze z Gruzją, a szef włoskiego MSZ Franco Frattini wręcz rzecznikiem Putina w tym kontekście.

Operatywność 5 największych państw UE czasem zderza się z ofensywą polityczno-ekonomiczną Kremla. Rzecz jasna, czynnik gospodarczy jest tu, jak zawsze w historii najpierw Rosji carskiej, a potem Rosji Radzieckiej, tylko zakładnikiem celów stricte politycznych. Mimo obecnego kryzysu gospodarczego, Rosja wyraźnie kontynuuje systematyczne odzyskiwanie stref wpływów nie tylko w krajach bałkańskich, wciąż jeszcze pozostających poza Unią (Serbia i zakup kluczowego zakładu przemysłu energetycznego oraz Czarnogóra i przejęcie sporej części branży turystycznej), ale też wręcz w samej „27” (tyle obecnie państw liczy UE). Rosja nie tylko bardzo mocno usadowiła się w Bułgarii, bliskiej jej historycznie, kulturowo i religijnie, ale też odzyskuje wpływy na Łotwie, gdzie blisko połowa mieszkańców to Rosjanie, a Dauvgapils (czyli Dyneburg, a w zasadzie dawny polski Dźwińsk) to miasto o olbrzymiej większości rosyjskiej. Przykładem jest także fakt, że rosyjska mniejszość na Łotwie podwoiła reprezentację w Parlamencie Europejskim.

Moskwa również przejęła, poprzez firmę austriacką, kluczowy podmiot przemysłu energetycznego na Węgrzech, a także w czasie słynnej jednodniowej wizyty premiera Putina w Budapeszcie, po nocnych rozmowach premierów obu krajów, uzyskała niespodziewanie szybką akceptację Węgier dla budowy South Streamu, czyli Gazociągu Południowego (bliźniak Nord Streamu).

Kreml z zadowoleniem przyjął zmianę prezydenta na Litwie, gdzie „rusofoba” i byłego wysokiego urzędnika amerykańskiego Valdasa Adamkusa, zastąpiła pragmatyczna i otwarta na robienie „interesów” z Moskwą, Dalia Grybauskaite. Na swej pierwszej konferencji prasowej sceptycznie odniosła się do idei zbliżenia jej kraju z Gruzją i Ukrainą, co było sztandarowym pomysłem jej poprzednika.

Na naszych oczach jednak Moskwa zmienia taktykę. Do niedawna nad negocjowanie z Brukselą, Komisją Europejską czy Radą, Federacja Rosyjska przedkładała bilateralne relacje z Berlinem, Paryżem, Rzymem czy Londynem oraz świetne kontakty personalne Putin-Chirac, Putin-Schroeder, Putin-Berlusconi, Putin-Blair. Gdy okazało się jednak, że pod wpływem głównie Polski i krajów bałtyckich nie da się ominąć Unii Europejskiej, Rosjanie postanowili ją obłaskawić i stworzyć jak najszersze lobby prorosyjskie w strukturach instytucji europejskich. Było to spektakularne już podczas akcji mającej udaremnić uchwalenie przez PE rezolucji przeciwnej Gazociągowi Północnemu, gdy szereg posłów włoskich, brytyjskich, niemieckich i litewskich wystąpiło faktycznie w barwach Rosji. Ale było też widoczne, gdy część wyższej administracji europarlamentu oraz wpływowi politycy niemieccy i bułgarscy usiłowali ograniczyć rolę nowego instrumentu unijnej polityki wschodniej, jakim jest Zgromadzenie Parlamentarne EURONEST (Partnerstwo Wschodnie, czyli UE, Ukraina, Białoruś, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan i Mołdawia). To prorosyjskie lobby zgłaszało pomysł, aby na zebraniach EURONESTU, w roli obserwatorów, mogli pojawiać się… politycy rosyjscy.

Ten mecz - o „przejęcie” lub przynajmniej zneutralizowanie instytucji UE przez Rosjan - trwa.

Ryszard Czarnecki
„Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo”

EKR EKR