Zapowiadana na bieżącą sesję Parlamentu Europejskiego rezolucja w sprawie łamania praw polskiej mniejszości narodowej na Białorusi została przeniesiona na późniejszy termin. Ostatecznie w dniu jutrzejszym odbędzie się jedynie debata w tej sprawie, a na odpowiednią rezolucję PE należy będzie poczekać jeszcze dwa tygodnie.
O zajęcie oficjalnego stanowiska PE na temat sytuacji na Białorusi w bieżącej sesji PE zabiegali posłowie z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Niestety, z powodu braku poparcia ze strony Europejskiej Partii Ludowej i przy zdecydowanym sprzeciwie europejskiej lewicy rezolucja została przesunięta na drugi tydzień marca.
„Przeniesienie tej rezolucji na sesję marcową znacznie osłabi jej wymowę - żelazo należy kuć póki jest gorące. Po miesiącu temat prześladowań Polaków na Białorusi zniknie z mediów i europejska opinia publiczna o tym zapomni. Jest to także afront ze strony UE w stosunku do Aleksandra Milinkiewicza i Andżeliki Borys, którzy specjalnie na tę okazję przyjechali do Brukseli. Tłumaczenie jakoby winę za ten stan rzeczy ponosili komuniści i socjaliści mija się z prawdą, ponieważ te dwie grupy polityczne nie mają większości w PE. Decydujący głos należał tutaj do Europejskiej Partii Ludowej, w której zasiadają posłowie PO i PSL. W kuluarowych rozmowach dowiedziałem się, że EPL podzieliła się w tej kwestii i dominujący w tej frakcji niemieccy posłowie storpedowali inicjatywę rezolucji w sprawie Białorusi. Po raz kolejny okazało się, że o polityce zagranicznej grupy parlamentarnej, do której należą PO i PSL, decyduje niemiecki europoseł - koordynator Grupy EPL ds. zagranicznych - Elmar Brok”, mówił poseł PiS do PE Tomasz Poręba.
