Na łamach „Warszawskiej Gazety” wielokrotnie dopominałem się o prawa naszych rodaków na Białorusi. Także wtedy, gdy nie było to takie modne jak dziś. „WG” o tym grzmiała, ale rząd Tuska był naiwny niczym dziecko. Otworzono Mińskowi bramy do relacji z Brukselą - ale nie zagwarantowano sobie żadnej kontroli nad przestrzeganiem praw człowieka, a zwłaszcza praw mniejszości narodowych, w tym polskiej. Mówiąc słowami francuskiego męża stanu Talleyranda: „to gorzej niż zbrodnia - to błąd”…
Tandem Sikorski - Tusk ws. polityki wschodniej, w tym wobec Białorusi, wykazał się, niestety, wyjątkową bezmyślnością i bezrefleksyjnością. Pomagano Łukaszence - OK, chodziło o to, by wyrwać go z łap Rosji. Ale w zamian w praktyce niczego nie żądano. Mińsk się rozzuchwalił - i skończyło się, jak się skończyło. Ale jeśli ktoś za to odpowiada, to poza samym prezydentem Białorusi - przede wszystkim rząd RP i polski premier, który dał się oszukać i zrobić w konia, jak polityczny nowicjusz.
To że Tusk okazał się frajerem - cóż, jego sprawa. Ale czemu, na miłość boską, kosztem naszych rodaków na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej - na Białorusi?
Ryszard Czarnecki
„Warszawska Gazeta”
