Dzień 26 listopada 2009 roku przejdzie do historii Parlamentu Europejskiego. Niestety, historii niechlubnej. Tego dnia między godziną 10. a 12. w siedzibie europarlamentu w Strasburgu przy Avenue du Président Robert Schuman odbywało się cykliczne posiedzenie Conference of Presidents, czyli Konferencji Przewodniczących grup politycznych. To ciało to zbiorowy odpowiednik polskiego Marszałka Sejmu. W Parlamencie Europejskim bowiem jego przewodniczący pełni funkcję prestiżową, ale mało decyzyjną. W czasie Conference of Presidents może zabierać głos, ale… nie może głosować, a to właśnie tam zapadają kluczowe decyzje, czy dopuścić do jakiejś debaty czy też nie, a jeśli tak to kiedy, jak długiej, kogo zaprosić jako honorowego gościa i mówcę (ostatnio był nim były prezydent Czech Vaclav Havel) i tym podobne, de facto czysto polityczne, decyzje.
W ostatni czwartek przedostatniego miesiąca 2009 roku na takim spotkaniu głosowano propozycję, aby podczas grudniowej sesji PE w Strasburgu doszło do debaty na temat kontrowersyjnej decyzji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, nakazującego zdjęcie krzyży we włoskich szkołach. Za taką debatą opowiedzieli się eurosceptycy (EFD - Europe of Freedom and Democracy) oraz konserwatyści (ECR - European Conservatives and Reformists - czyli ta frakcja, w której jest PiS i której przewodniczącym jest Michał Kamiński). „Przeciw” - zagłosowali socjaliści, liberałowie, zieloni i postkomuniści. Ku zdumieniu większości uczestników od głosu wstrzymali się chrześcijańscy demokraci (frakcja, w której jest i PO i PSL)! W efekcie tego głosowania nie będzie debaty nt. krzyży w parlamencie, który ma reprezentować ok. 500 mln obywateli z 27 krajów członkowskich UE…
Ten polityczny skandal świadczy z jednej strony o znikomości wpływów partii Tuska i partii Pawlaka w EPP (European People Party), skoro liderzy chadecji w kluczowych decyzjach nawet nie zasięgają opinii polskiej, 28-osobowej delegacji, ale przede wszystkim świadczy o czymś znacznie groźniejszym: o klimacie dla dechrystianizacji Europy. To „widać, słychać i czuć” w europejskiej przestrzeni politycznej, gdzie struktury UE, zakładane przed półwieczem przez chrześcijańskich demokratów, wierzących katolików, dziś są wykorzystywane przez różnego rodzaju lobbies, grupy nacisku wrogie nie tylko wobec Kościoła, ale niechętne wobec całej chrześcijańskiej tradycji, chrześcijańskiego dziedzictwa i chrześcijańskiej tożsamości. W Parlamencie Europejskim przy okazji różnego rodzaju rezolucji skutecznie forsowane są sformułowania proaborcyjne, promujące przywileje dla homoseksualistów, a czasem wręcz z definicji niechętne tradycyjnie konserwatywnym krajom o znaczącej większości ludzi wierzących, jak Irlandia, Malta, Polska czy Słowacja.
Działania takie można dostrzec również, choć w dużo dyskretniejszej formie, w aktywności Komisji Europejskiej. Ostatnio zajęła się ona forsowaniem „promowania alternatyw i doświadczeń przeprowadzonych na zwierzętach”. Pod tą pozornie neutralnie nazwa kryje się bynajmniej nie chęć ochrony zwierząt, co… doświadczenia genetyczne przeprowadzone na ludzkich zarodkach! W ostatnich tygodniach inicjatywa ta uzyskała wsparcie także grupy europarlamentarzystów, którzy wystąpili z projektem tzw. oświadczenia pisemnego. Ciekawe, że ów projekt jest sygnowany przez przedstawicieli czterech grup politycznych: socjalistów, liberałów, zielonych i… chrześcijańskich demokratów! Przypomniało mi to dyskusję polityczną w Niemczech, czy aby z nazwy chadeckiej partii CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) nie wykreślić słowa „Christliche” – „chrześcijańska”. „CDU ohne C” – „CDU bez C” - zachęcali niektórzy. Ostatecznie do zmiany nazwy głównej niemieckiej partii politycznej nie doszło, ale w praktyce taki proces – „chrześcijańskiej demokracji bez chrześcijaństwa” ma miejsce na scenie europejskiej.
Gdy wylatuje się z głównego lotniska Turcji, w Stambule (Istambule) - można obejrzeć ekumeniczną salę do medytacji religijnych. Mogą tam pomodlić się wszyscy, chrześcijanie, żydzi, muzułmanie, ale symbole religijne są tylko jednej religii - islamu. Wszystko jest w cieniu półksiężyca. A w stolicy Unii Europejskiej, do której dąży Turcja, w Brukseli, w siedzibie Parlamentu Europejskiego, jest też sala do medytacji religijnych. Ale w owej małej salce zagubionej na parterze, w pobliżu toalet, w budynku przy rue Wiertz, nie ma żadnych symboli religijnych. Katolicy muszą przynieść ze sobą krzyż na czas mszy świętej, aby go potem grzecznie zabrać z powrotem. Ta asymetria najlepiej pokazuje, jak Europa ucieka od chrześcijańskiego dziedzictwa i jak kraj islamski, do tej Europy pretendujący dba o islamską tożsamość…
UE jest stworzona przez narody, których większość obywateli to ludzie wierzący. Jednak unijne instytucje i europejska klasa polityczna są w coraz większym stopniu zdominowane przez osoby w najlepszym razie neutralne wobec chrześcijaństwa, a często wobec niego sceptyczne. Ta przepaść: między wierzącą Europą a indyferentnymi elitami, narasta. I to także jest jedna z przyczyn postępującej dechrystianizacji Starego Kontynentu.
Ryszard Czarnecki
Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo
