Poważny, opiniotwórczy tygodnik napisał, że czołowy polityk Platformy Obywatelskiej (wymieniony z nazwiska) dał w papę innemu bardzo znanemu politykowi PO (też wymienionemu z nazwiska). Upłynęło sporo czasu - zainteresowani nie sprostowali. Przyjąłem więc, że taka sytuacja miała miejsce, co mnie zresztą specjalnie nie zdziwiło, bo nie wszystko złoto (Peru), co się świeci, a poza zewnętrznym pokostem i propagandą polityki miłości, gdzie, jak gdzie, ale w PO Wersalu nie ma. Postanowiłem jednak sprawdzić rzecz całą w drugim źródle - niczym BBC - a w zasadzie u samego źródła. Jeden z bohaterów tej historii - ten, co wymierzył obywatelską sprawiedliwość (nie mylić z Prawem i Sprawiedliwością), a nie ten, co dostał w paszczę, zapytał ze strachem w oczach: „A skąd to wiesz?”. Powiedziałem skąd, ale krewki platformers rzekł tylko sakramentalne: „Nie potwierdzam, ale i nie zaprzeczam”… Ta cała sytuacja pokazuje, że w PO toczy się walka buldogów (a częściej ratlerków) pod partyjnym dywanem. A w wymiarze medialnym już nie pod dywanem, ale wprost w eterze: Palikot atakuje Schetynę, Gowin Palikota, Schetyna Tuska, Gronkiewicz-Waltz Palikota i Sekułę, itp., itd. Słowem walka wszystkich ze wszystkimi, walka na całego, walka „made in PO”. Jakoś nie widać, żeby chłopcy (i dziewczynki) chcieli przestać i zostawili piaskownicę w spokoju.
Polacy, wyborcy wybaczają politykom błędy, jeśli nie jest ich rażąco wiele - ale nie wybaczają wewnętrznego żarcia się, kłótni i karczemnych awantur. Nawet, jeśli chłopcy z PO takie awantury lubią.
Ryszard Czarnecki
„Warszawska Gazeta”
