W polityce międzynarodowej w minionym roku bubli było sporo. Kandydatów na mistrzów bubla mieliśmy co niemiara, w tym także rodzimego chowu. A oto moja subiektywna klasyfikacja:
- Komitet Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo - za nagrodzenie Baracka Husseina Obamy. Za co? No, właśnie. Za nic.
- Premier Putin - za rosyjsko-białoruskie manewry pod polską granicą. Historia, jeśli się powtarza, to tylko jako farsa. „To se ne vrati”, panie KGB. Nie te czasy, nie ta armia, nie ta Rosja.
- Kanclerz Merkel - za tolerowanie wzrostu politycznej roli Eriki Steinbach (skądinąd członka władz CDU - partii, której szefem jest Merkel)
- Premier Słowacji Robert Fico - za dyskryminację mniejszości węgierskiej oraz przedwczesne wprowadzenie euro, co spowodowało ostry kryzys gospodarczy w tym kraju. Partia Fico należy do Międzynarodówki Socjalistycznej - czyżby więc stosunek do Węgrów był przejawem narodowego socjalizmu?
- Prezydent Francji Nicolas Paul Stéphane Sarkozy - za permanentną arogancję i wielkopańskie popędzanie prezydentów Polski i Czech do ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego
- Prezydent USA Barack Hussein Obama - za bezkrytyczną miłość do Kremla i całkowitą zmianę stosunków Waszyngton-Moskwa
- Prezydent Litwy Dalia Grybauskaite - za aprobowanie skandalicznej, wielopłaszczyznowej dyskryminacji Polaków w jej kraju oraz „odpuszczenie” relacji z Ukrainą i Gruzją na ołtarzu poprawy relacji z Rosją (oczywiście pod pretekstem zysków ekonomicznych - czyli prezydent Grybauskaite dała się nabrać na stary numer Moskwy)
- ONZ - za skandaliczne marnotrawstwo pieniędzy (pochodzących m.in. z polskiej składki członkowskiej)
- Catherine Ashton - za kompletne nieprzygotowanie do funkcji „szefowej dyplomacji” UE
- Herman van Rompuy - za to, że dał się wybrać na stanowisko „prezydenta” Unii, choć nic nie znaczy i nic znaczyć nie będzie, a jego funkcja to fikcja
- Minister Spraw Zagranicznych RP Radek Sikorki - za sugestię, że z czasem Rosja może zostać... członkiem NATO! Zrobił to, aby udowodnić, że nie jest rusofobem - a taki, jak wiadomo, nie może być „gensekiem” NATO. Funkcję diabli wzięli - wstyd pozostał.
- Lider socjalistów w Parlamencie Europejskim Martin Schulz - za krytykę... Traktatu Lizbońskiego (!), którego wcześniej był gorącym entuzjastą. Mądry Niemiec po szkodzie?
- Premier RP Donald Tusk - za namolne powtarzanie, że „z Polską liczą się w Europie”. Liczą się za jego premierostwa, owszem, na... zdjęciu po szczycie UE. Sam Tusk ciężko pracuje na opinię „Yes-mana”: cokolwiek zaproponuje Berlin, Paryż czy Bruksela zawsze słyszy „yes” i potakiwanie...
- Komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes - za likwidację polskich stoczni w tym samym czasie, gdy akceptowała pomoc Berlina dla stoczni niemieckich
- Premierzy Szwecji: Fredrik Reinfeldt oraz Finlandii Matti Vanhanen - za wyczyszczenie butów prezydentowi Rosji, czyli nagłą zmianę stanowiska ws. Gazociągu Północnego i powiedzenie w tej sprawie Moskwie „TAK”.
Kolejność jest losowa. Autorzy wielu z tych bubli ciężko zaszkodzili mojemu krajowi.
Ryszard Czarnecki
„Gazeta Polska”
