Szekspir pisał: „Źle się dzieje w państwie duńskim” (słowa Hamleta). Dziś można śmiało napisać: „Źle się dzieje w państwie litewskim”. Chodzi o jawną dyskryminację, jakiej poddani są mieszkający tam Polacy. Nasi rodacy stanowią dość liczną mniejszość na Litwie (20 proc. w Wilnie, 7 proc. w skali kraju), ale na niektórych terenach są w wyraźnej większości (np. rejon solecznicki - od miasta Soleczniki - 80 proc., rejon wileński - wokół Wilna - 60 proc.). Niestety, traktowani są w praktyce jak osoby drugiej kategorii.
Poprzez działania oświatowych władz litewskich tylko w ostatnim czasie zamknięto 4 szkoły i 45 klas, a proponuje się zamknąć dodatkowo 107 klas. Jednocześnie władze administracyjne - tamtejszy Najwyższy Sad Administracyjny - nakazały likwidację szyldów i tablic z polskimi nazwami ulic zamieszkałych przez Polaków. Wciąż jak krew z nosa idzie sprawa oddania polskiej własności potomkom polskich właścicieli (zwłaszcza w najbliższym sąsiedztwie stolicy - Wilna). Wszystko to pokazuje, że Litwa nie tylko nie chce przestrzegać własnego prawa - np. ustawy o mniejszościach narodowych - ale też za nic sobie ma europejskie standardy, a także oficjalną Europejską Kartę Samorządową. Pora, aby polskie władze dostrzegły ten problem i ostro zareagowały. A polscy przedstawiciele w organizacjach międzynarodowych też powinni tę sprawę mocno postawić. Przynajmniej ja uczynię to na forum Parlamentu Europejskiego.
Ryszard Czarnecki
„Warszawska Gazeta”
