- Panie Profesorze, jaka jest rola polskich eurodeputowanych we frakcji EKR?
- Jest nas piętnastu posłów. Najliczniejszą delegacją w EKR są Brytyjczycy – mają dwudziestu pięciu deputowanych.. Jesteśmy zatem na drugim miejscu, jeśli chodzi o liczebność, a co za tym idzie także pod względem znaczenia. Nasza rola jest całkiem spora. Trzeba pamiętać, że to Polak został przewodniczącym grupy. Stało się tak na skutek splotu różnych okoliczności, odbiegających od pierwotnego scenariusza, ale fakt pozostaje faktem. Michał Kamiński jest przewodniczącym EKR.
- Co z tego dla nas wynika?
- Funkcja przewodniczącego grupy parlamentarnej w PE jest bardzo istotna. Bierze on udział w posiedzeniach Konferencji Przewodniczących, najważniejszego politycznego organu Parlamentu Europejskiego i tym samym ma wpływ na ustalanie kluczowych spraw dotyczących tego, co się w Parlamencie dzieje. Do tego dochodzą obowiązki reprezentacyjne, też nie bez znaczenia. I nie można zapominać, że takie stanowisko przypadło Polakowi po raz pierwszy. Nigdy wcześniej żaden Polak nie kierował grupą.
Jak mówię, nasz wkład jest spory, choć, oczywiście, bardzo aktywni są Brytyjczycy oraz Czesi.
- Czy atmosfera w grupie jest dobra?
- Powiedziałbym, że bardzo dobra, jakkolwiek różnimy się w niektórych sprawach i nie zawsze głosujemy tak samo. Ale takie rozbieżności pojawiają się rzadko. Generalnie nie ma konfliktów. Mam poczucie, że idziemy razem w dobrym kierunku.
-Czyli…
- Naszym celem jest reforma Unii Europejskiej polegająca na oddania większej suwerenności państwom, rządom, instytucjom narodowym oraz powstrzymanie niezdrowych ambicji biurokracji europejskiej, która chce się mieszać się do wszystkiego. Ostatnio odnieśliśmy sukces, bo udało nam się utrącić rezolucję dotycząca zagrożenia wolności słowa w krajach europejskich. To był projekt sam w sobie absurdalny, a przede wszystkim pokazujący po raz kolejny aroganckie skłonności Unii. Wszystkie kraje europejskie są państwami demokratycznymi, mającymi swoje dobrze funkcjonujące struktury, a nawet jeżeli mają jakieś kłopoty, to naprawdę są w stanie rozwiązać je samodzielnie. Projekt rezolucji był typowym przykładem niezdrowych ambicji unijnej biurokracji i jej rosnącej chęci ingerowania w co się da. W tej materii lewa strona jest zdecydowanie nadaktywna.
- Panie Profesorze, w jakim kierunku polska delegacja powinna wpływac na oblicze ideowe EKR?
- W EKR można wyróżnić dwa sposoby myślenia . Zwolennicy pierwszego mówią: interesują nas przede wszystkim usprawnienie Unii i ograniczenie jej ambicji. Drugi nurt jest bardziej konserwatywny. Chodzi mu o obronę określonych wartości. My jesteśmy w tej drugiej grupie, wspólnie z częścią Brytyjczyków. Uważam, że ten nasz sposób myślenia powinien nadać tożsamość całej grupie i w tym upatruję rolę Polaków.
- Był Pan ostatnio w Wielkiej Brytanii. Jak brytyjscy konserwatyści postrzegają eurodeputowanych PiS?
- Brytyjscy konserwatyści są dość zróżnicowani. Część z nich uważa, że lepszym rozwiązaniem dla Partii Konserwatywnej byłoby pozostanie w Europejskiej Partii Ludowej. Wydaje mi się jednak, że są oni w mniejszości i że przeważają ci, co są zadowoleni z nowej przynależności. Daje im ona bowiem wyrazistą tożsamość, której nie posiadali będąc w EPP, bo rozmywali się w licznej i niejednorodnej grupie, niechętnej polityce ograniczania kompetencji instytucji europejskich. W tym sensie Polacy są torysom potrzebni. Konserwatyści interesują się tym, co się dzieje w Polsce, okazują także żywe zainteresowanie programem Prawa i Sprawiedliwości.
- Za parę miesięcy odbędą się na Wyspach wybory i wszystko wskazuje na zwycięstwo konserwatystów.
